poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział13



Minęła raptem minuta jak Oriana przestała bić Marka tracąc wszystkie siły.
- Co ja zrobiłam ?! czemu cie bije ?! Dlaczgo się nie broniłeś?!
- Widziałem ze musisz się na kimś wyżyć ..  Wypadło na mnie
- Strasznie cie za to przepraszam- odpowiedziała z łzami w oczach
Chłopak na te słowa przytulił ją zapewniając że nic się nie stało. Pragnie tylko by powróciła do niego z dawnym charakterem, wyglądem, przyciągającym uśmiechem. Za nikim nie tęsknił jak za nią. To były najtrudniejszy i najdłuższe cztery dni jego życia. Jego głowa nigdy nie była tak pochłonięta myślami jak teraz. Z tęsknoty miał coraz gorsze zamiary.
Oriana puściła Marka, wzięła torbę i zaszyła się w krzakach. Po chwili wróciła w normalnych ciuchach. Nachyliła głowę nad jeziorem po czym z radością i dużą ilością wody zmyła ciemny smutny makijaż.
- Taką mnie pragniesz? – spytała odwróciwszy się w stronę chłopaka
Widząc rozmazany makijaż na twarzy Ori roześmiał się głośno
- Tak właśnie taką cie kocham w lekkim makijażu czy całą rozmazaną ale zawsze uśmiechniętą
Spojrzała na swoje odbicie w wodzie i krzyknęła:
- O boże ! Jak ja wyglądam ! właściwie to całkiem śmiesznie – dodała wybuchając śmiechem
Zanurzyli się w wodzie i popłynęli do swego świata. Thomas Bill Lilly i Grace widząc ich razem skakali z radości. Widząc ciuchy dziewczyny i jej skrępowanie przed Markiem Lilly z Grace od razu zabrali ją do siebie. Tam otrzymała nowe ciuchy idealnie na niej leżące i pasujące. Oriana popłakała się patrząc na siebie po metamorfozie. Dziękowała dziewczynom z całego serca na co Grace odpowiedziała że jeżeli zamarzy sobie jakiegoś nowego ciuchu to ma sie do nich zgłosić, z chęcią jej uszyją.
Wróciła do Marka w nowych ciuchach. Oniemiał z wrażenia na jej widok. Nie mógł odwrócić od niej wzroku.
-Wszystko dobrze? – spytała podniecona
-Tak odpowiedział.
Chwyciła go za rękę i pobiegli prostą drogą. Dalszą drogę przerwał labirynt. Nie zwlekając weszli w ciemne korytarze skręcając to w lewo to w prawo. Nie minęło dużo czasu gdy zrozumieli że nie wiedzą jak wrócić. Co chwile wchodzili w ślepe zaułki. Było już strasznie późno, nie widzieli drogi, postanowili spędzić noc w labiryncie. Byli przerażeni lecz radość z bycia razem nie dawała po sobie tego rozpoznać. Wybrali sobie jeden z zaułków. Położył się na plecach tak by mogła położyć się na nim ..
- Jesteś moim całym światem smutno mi że się od ciebie odwróciłam – mówiła z żalem do siebie na co obejmując ją odpowiedział
- smutek przemija liczy się z tobą każda chwila
Zasnęli.

wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział 12


Nastał kolejny dzień…
Po raz pierwszy od tygodnia widziała swoich rodziców
- Nie poszliście jeszcze do pracy ?? – spytała jeszcze zaspanym głosem
- Chyba mamy do pogadania – powiedział ojciec
- To nie będzie krótka rozmowa – dodała matka
- Naprawdę musimy dziś rozmawiać, trochę mi się śpieszy
- Do lasu ?
- No dobrze wydaje  mi się że możemy zamienić parę słów.
Ojciec z matką na zmianę mówili jak bardzo zmieniło się jej zachowanie które jest niedopuszczalne, jak wymyka się każdego dnia do lasu, z kim się spotyka, skąd ma pieniądze i jeszcze wiele innych rzeczy. Z każdą z tych rzeczy liczą się konsekwencje. Po 2 godzinach krzyku dali dziewczynie dojść do słowa.
- Mam nadzieje że to koniec waszej nudziarskiej gadki. Chce wam tylko powiedzieć że nie obchodzi mnie to co do mnie mówicie i już nigdy więcej nie wykonam waszego polecenia.
Oriana zaszokowała rodziców. Minęło pół godziny jak zeszła ze strychu z torbą.
- Wybierasz się gdzieś ?
- tak ! nie chce już z wami mieszkać
- Proszę bardzo tylko pamiętaj … - mama przystanęła na chwile po czym dodała-  Nie wracaj .
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko zatrzasnęła drzwi za sobą i pobiegła w stronę lasu. Zdziwiła ją szybkość z jaką pokonywała drogę leśną. Zastanawiała się czy to ciemna strona ma wpływ na jej ciało w tym szybkość przemieszczania się.
Spytała Richarda czy może z nimi zamieszkać, po czym odpowiedział z nieprzyjemnym spojrzeniem że to niemożliwe. Ori miała już dosyć, nie chciała pytać dlaczego bo to i tak nic by nie zmieniło. Musiała szybko znaleźć sobie miejsce w którym przenocuje.  Musiała znaleźć je jak najszybciej gdyż zbliżała się godzina spotkań ciemnej strony. Na razie postanowiła zostawić rzeczy w domu w którym wcześniej trzymała szczeniaka.
Wróciła na spotkanie. Tam już dobrze się nią zajęli. Zmienili fryzurę, zrobili mocny ciemny makijaż i ubiór. Nie mogła przywyknąć do swojego nowego wyglądu.
- To wszystko naprawdę jest konieczne ?
- Tak. W ten sposób stajesz się oficjalnie częścią nas.
- Yhhh.. będę musiała przywyknąć.
- Czyli że ci to nie odpowiada
- Nie nie ! wszystko jest okej

Prawda była taka że Ori wcale nie odpowiadał styl. W pewnym momencie zadała sobie pytanie po co w ogóle wdała się w to towarzystwo, lecz po chwile całkowicie zaprzeczyła pytaniu.
- Moje miejsce jest właśnie tu i tu czuje się najlepiej.
Zbliżała się godzina 18:00. Wszyscy zaczęli się rozchodzić. Oriana postanowiła przejść się nad jezioro. Położyła się na kładce i maczała u rąk w wodzie.
- Tak teraz wyglądam – powiedziała do siebie
- Dokładnie- Powiedział głos dochodzący z zarośli. Po chwili wyłonił się z n ich Mark ze skwaszoną miną. Dziewczyna wstała i czekała na to co zrobi chłopak.
Po woli zbliżał się do Ori mówiąc że jest nie do poznania, że nie spodziewał się takiej przemiany i chciałby by wyglądała jak wcześniej. Był coraz bliżej niej. Kiedy stanął na kładce, dziewczyna zaczęła robić kroki do tyłu. Widząc to, chłopak mówił dalej czego się obawia, dlaczego mu nie ufa, na co nie odpowiadała tylko patrzała na jego przesuwające się nogi w przód. Nie wiedziała ze znajduje się już na krawędzi mostku. Zrobiła jeszcze jeden krok w tył i wpadła do wody. Mark skoczył razem za nią. Ori wynurzyła się z wody, zaczęła krzyczeć płakać i pić Marka mówiąc jak go nienawidzi za to co jej zrobił , za  to jak jej mówił jak ją kocha że ona sama tak naprawdę nie wie kim jest. On natomiast się nie odzywał, czekał aż skończy. 

sobota, 20 października 2012

Rozdział 11


Kolejne dwa miesiące spędzili razem. Nikt się dla nich nie liczył, byli głusi na to co mówili inni i to był błąd.Nie wiedzieli że przez cały czas byli obserwowani.  Richard który był zazdrosny o Orianę  nakazał by ją śledzono. Mieli się dowiedzieć jak najwięcej o nich dwoje.  Do tego włączył swoich przyjaciół, a mianowicie  gawrony które miały zły wpływ. Z dnia na dzień Oriana stawała się coraz to bardziej agresywna. Wystarczyło że znajdowała się w zasięgu wzroku Marka, nad jej głową krążył gawron. Z początku Mark nie zwracał na to uwagi, ale w końcu nie wytrzymał, musiał się dowiedzieć o co w tym tak naprawdę chodzi.  Któregoś dnia gdy razem spacerowali spytał:

- Co się z tobą dzieje ?- Ze mną?! Nic! A co miałoby się dziać! Jezu jaki ty ostatnio podejrzliwy się stałeś! Ja nic nie robie a ty co chwile mnie o coś oskarżasz !  Może masz mnie dosyć ? – wykrzykiwała

- Szczerze mówiąc tak. Chwilami mam ciebie dosyć ale jak mówiłem ci to już wiele razy zmieniasz się i to bardzo szybko.


- Czyli co ? To koniec tak ?!

- Oriano to nie tak – przerwał jej

- Przecież widzę! Daj spokój nie chce cie widzieć! – poczym pobiegła w głąb lasu. Chciała jak najszybciej odleźć ciemną stronę. Nie spodziewała się że tak szybko ich odnajdzie. Nie musiała nic mówić, oni od razu poprosili ją by usiadła na wyznaczonym miejscu w kręgu. Chciała powiedzieć po co przyszła lecz oni już dawno o tym wiedzieli co bardzo ją zdziwiło. Przyjęli ja z otwartymi rękoma.



  Była bardzo szczęśliwa. Miała nadzieje, wierzyło w to że znalazła dla siebie odpowiednie miejsce, ze to już na pewno jest to.  Przez pierwsze dwa tygodnie Oriana chodziła tylko na grupowe spotkania, lecz zaczęła się zastanawiać czy tak już będzie zawsze. Ten dzień miał jej odpowiedzieć na to pytanie.

- Możemy cie tu na chwile prosić – powiedział Richard

- Mamy dla ciebie propozycje – zaczął jeden z członków kręgu.

- Czy zechciałabyś do nas dołączyć ? tak wiemy należysz do nas, ale czy chciałabyś się z nami jednością między innymi podróżować, polować, zabawiać  i takie tam ? Bo jeśli chcesz, to teraz nadeszła twoja jedyna życiowa szansa. Możesz dołączyć lub stać się naszym wrogiem. Decyzja należy do ciebie. Masz trzy dni na przemyślenie.


Ori bardzo chciała do nich dołączyć ale miała wątpliwości co do słów „Możesz dołączyć lub stać się naszym wrogiem” . Nie wiedziała czy ma to znaczyć ze Mark jest ich wrogiem, ale jeśli to prawda to też by się nim stała. Nie miała zamiaru rozmawiać z Markiem ale też nie chciała patrzeć na niego wrogim okiem. To było bardzo podchwytliwe pytanie z którym zwlekała aż do trzeciego dnia. Szczerze mówiąc nie chciała odpowiadać na pytanie. Miała tylko jedną nieodwracalną szansę. Nie mogła by się już wycofać ani wrócić.


 Nadszedł dzień, nadeszła godzina prawdy.


- Jaka jest twoja decyzja Oriano ?Przez długi czas nie odpowiadała.


- Nie trzymaj nas w niecierpliwości. Pamiętaj że musisz się odezwać- mówił Richard dla rozluźnienia atmosfery.

- Chcę do was dołączyć

Wszyscy wstali, zaczęli klaskać, cieszyć się…. Jedyną osobą która nie miała uśmiechu na twarzy była Oriana.

- Dlaczego się nie cieszysz ? – spytał jeden.

- Dużo wrażeń jak na jeden dzień. Chyba za chwilę pójde.

- Za dużo wrażeń ? Poczekaj do jutro uwierz. Wcześniej przychodziłaś tylko na nasze spotkania, teraz będziesz musiała zachowywać się i wyglądać jak my. To już wyższa szkoła jazdy, ale to chyba nie jest dla ciebie jakieś zdziwienie, musiałaś być na to przygotowana.  Ori wracała do domu z głową pełna myśli. 

UWAGA!!

HEJ MAM WAŻNĄ WIADOMOŚĆ...WIEM ŻE BARDZO DŁUGO MNIE NIE BYŁO I NIE PISAŁAM.... PRAWDA JEST TAKA ŻE MUSIAŁAM ODPOCZĄĆ OD MOJEJ KSIĄŻKI MIEDZY INNYMI DLATEGO ŻE ZBRAKŁO MI CZASU..

                INFORMACJA !!!
NIEDŁUGO POJAWI SIĘ NOWY ROZDZIAŁ W KTÓRYM POD WPŁYWEM GŁOSÓW ORIANA DOŁĄCZA DO CIEMNEJ STRONY  :)
MAM NADZIEJE ZE ROZDZIAŁ SIĘ SPODOBA..
JEŚLI SĄ OSOBY KTÓRE NIE CZYTAŁY MOJEJ KSIĄŻKI TO BARDZO ZACHĘCAM I MAM NADZIEJĘ ZE NIE POŻAŁUJECIE 





środa, 28 marca 2012

Rozdział 10


Szła rozmyślając nad Markiem. Myślała sobie
- Mark jest mi bliski…  Nie, jest nikim! … A jednak udręką…. Dać mu jeszcze jedną szansę ? W końcu to tylko jedna osoba z wieli która w ten sposób mnie opuszcza.
Była tak zamyślona, że nie widziała gdzie idzie. Głowę miała cały czas spuszczoną. Szła tak długo, póki nie trafiła na przeszkodę. Uniosła głowę. Znów widziała skórzane kurtki i malowane włosy.
- Jak się tu znaleźliście
- Przechodziliśmy. A ty droga Oriano- mówił podkreślając na o
- co tu robisz? Gdzie twój Romeo ?
- Błagam cię nawet mnie nie drażnij.
- O.. czyżby coś się stało?
Opowiedziała im co się działo. Na koniec Richard dodał
- Czyli najzwyczajniej się olał! U nas nie miałabyś takiego traktowania
- Tak . Jest okropny! Nie wiem jak mogłam się tak dać nabrać. Nie chcę się z nim widzieć.
- A co byś zrobiła gdyby to wszystko słyszał?
- To nie ma żadnego sensu  bo go tu nie …. Zaraz .. On tu jest ?.. Odpowiedz!!
- Odwróć się
Około trzy metry dalej na kamieniu siedział Mark. Miał taką minę jakby ktoś miał wydrzeć mu serce. Po chwili odszedł w głąb lasu ..  Oriana nie zamierzała czekać. Przewróciła oczami i pobiegła za nim. Musiała porozmawiać z nim ten jeden ostatni raz. Nie biegła długo. Nie zwracał na nią uwagi. W końcu stanęła.
- Będziesz całe życie przede mną uciekał?!
Stanął, odwrócił się. Miał zamknięte oczy zupełnie tak jakby nie chciał na nią patrzeć.
- Może.. Nawet jeśli… To co ci do tego ? Nie dałaś mi się nawet wytłumaczyć. Tak się nie postępuje.
- Tak się nie postępuje?! A ty ??! Okłamałeś mnie!
- Nie okłamałem – odpowiedział pewnym głosem.
- W takim razie słucham. Co masz na swoje usprawiedliwienie.
- Powiem ci. Bądź tu dziś wieczorem.
-  Zawsze odkładasz wszystko na później? Uciekasz od problemów. Nie dam się drugi raz wykołować .
- W takim razie usiądź zaraz wszystko Ci powiem.
Usiedli naprzeciwko siebie. Zaczął jej mówić, że było już dosyć późno, Kiedy wpadł na pomysł.  Chciał by wstąpiła do świata nieśmiertelnych
- Byśmy mogli być razem- powiedział wolno ściszonym głosem spuszczając głowę
Oczy Oriany napełniły się łzami żadne słowo nie mogło przejść jej przez gardło.
- Taa.. wiem może i żałosne ale tak właśnie jest- Wstał i poszedł.
Ori złapała go za rękę i razem poszli na spacer. Trafili na łąkę. Było wietrznie i zimno ale nie zwracali na to uwagi. Cieszyli się sobą nawzajem, przytulali mimo to Orianie wciąż czegoś brakowało.
- Kocham cię – szepnął jej do ucha kiedy siedzieli na przewróconym drzewie a wiatr powiewał im włosy. Na twarzy Oriany pojawiła się szczerość i jeszcze wieksza radość. Już niczego jej nie brakowało w tym momencie.

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 9


Było już dosyć późno kiedy Oriana weszła w próg domu.  Wbiegając do kuchni poślizgnęła się na podłodze. Wstając zauważyła na  stole ułożone sztućce, jednak jej uwagę przykuł zapach dochodzący z kuchenki. W garnku było ugotowany makaron a obok na patelni świeżo zrobiony sos do spaghetti.
- Ufff.. na szczęście się nie spóźniłam . – wzdychając
Około 4 minut później przyszła jej matka.  Była wyjątkowo miła.
Po zjedzeniu Oriana poszła na górę gdzie czytała książkę tak długo aż rodzice zasnęli. Wymknęła się przez okno gdyż nie mogła znaleźć kluczy do drzwi. Z uśmiechem biegła nad jezioro. Była już na ostatnim zakręcie miała nadzieje że kiedy za niego wyjdzie na swojej drodze ujrzy Marka. Zawiodła się, nie było go. Osiadła nakładce i czekała. Czekała , czekała, czekała ale się nie zjawił. Pomyślała:
-Pewnie znów zrobiłam coś nie tak – łzy zaczęły napływać jej do oczu
- A przecież się starałam. Dlaczego on nie przyszedł? Tak bardzo mi na nim zależy.
Nie mogła znieść smutku. Postanowiła iść przed siebie tak długo aż opadnie z sił. Nie trwało to zbyt długo. Szła za zaledwie 3 godziny. Usiadła przy wielkim przekrzywionym drzewie z którego co jakiś czas odpadał kawałek kory.  Zasnęła z nadzieją, że już nie będzie musiała więcej się budzić. Ranem wróciła do domu. Nikogo nie było. Wsadziła ręce w ogień. Nie zależało jej na życiu skoro nie mogła go dzielić z kimś innym. Był to dla niej wielki cios prosto w serce które coraz mocniej nagrzewało. Znajomi, między innymi Lilly i Grace siedziały przy niej próbując wmówić że to je nic nie da, że to niej jest je warte. Nie słuchała. Co jakiś czas chciały wyjąć jej ręce z pod ognia, jednak wtedy zaczynała na nie krzyczeć . Kiedy przysnęła Thomas wziął ją na ręce i położył na kanapie. Owinęli jej ręce bandażem a wcześniej wsadzili pod wodę. Siedzieli przy niej całą noc. Rankiem do przyjaciół doszła jeszcze jedna osoba. Mark. Ze zmartwioną minął podbiegł do Łóżka.
- Co jej się stało ?
- Nic. Idź z stąd później z nią porozmawiasz. Na razie daj jej odpocząć. – Powiedział Bill.
Mark zrozumiał i wyszedł. Nie wiedział jaki jest temu powód i co tak naprawdę się wydarzyło tej nocy. Wolał na razie nie zawracać sobie tym głowy, miał ważniejsze rzeczy do roboty.
Ori obudziła się wczesnym rankiem. Była dosyć blada, zresztą jak zawsze, lecz tym razem towarzyszył jej smutek.
- Co wy tu jeszcze robicie i jak ja się znalazłam na kanapie?
- Ja cie tu zaniosłem.
- Byliśmy przy tobie całą noc- wtrąciła się Lilly.
- Mark tu był parę godzin temu.
- Czego on tu chciał? - zdziwiła się.
- Chciał z tobą porozmawiać, ale nie chcieliśmy cię budzić. Wyglądał na zmartwionego.
- Zmartwiony ? on ?! Umówiliśmy się wczoraj a on się nie zjawił. Wystawił mnie zreszta jak wszyscy! .
- To nie prawda. Nie osądzaj go. On taki mnie jest. Porozmawiaj z nim j dowiedz się jaki był prawdziwy powód jego nieobecności.
- Dobrze porozmawiam z nim kiedy nadejdzie odpowiedni moment.
Przyjaciele wyszli . Oriana została sama jak palec. Nie wiedziała czym się zająć. Wyszła przed dom i szła w kierunku lasu. Las to było jedno z dwóch miejsc w którym czuła się bezpieczna, wolna. 

sobota, 17 marca 2012

Rozdział 8

- Kim oni byli ? 
- Wydaje mi się że nie powinnaś na razie wiedzieć.
- Dlaczego ?
- Po prostu .
- No dobrze.
- A tak w ogóle to co tu robisz ?
- Często tu chodzę pomyśleć czy coś.
- Aha. No dobra nie będę męczyć cię moimi pytaniami
- Nie meczysz . Idziesz ze mną ?
- Gdzie ? Oj znów pytanie.
Uśmiechnął się. - W głąb lasu.
- Nie mogę. Musze odprowadzić szczeniaka i zrobić obiad.
- Z tego co wiem to Lilly się nim zajęła – Powiedział z przekonaniem.
- Skoro tak to z chęcią z tobą pójdę. – Mówiła łapiąc go równocześnie za rękę.
- A tak przy okazji skoro mówiłaś o szczeniaku to jest twój czy może nie ?
- Szukam dla niego domu. Znasz może kogoś ?
- Znam. Po drodze zajdziemy do niej i oddamy zgoda ?
- Tak! Bardzo się cieszę
Wolnym krokiem zbliżali się do miejsca gdzie mieli zostawić szczeniaka. Wokoło nikogo nie było. Oriana nie była do końca przekonana czy powinna go tu zostawiać, mimo to zdecydowała się przywiązać szczeniaka. Po chwili zza drzew wyszła niemalże przezroczysta istota. Miała na sobie długą jasno zieloną sukienkę, blond włosy. Chwyciła psiaka w swoje delikatne ręce, po czym odwróciła się i odeszła. Oriana nawet n ie chciała pytać o co z tym chodzi kim ona jest i co zrobi z Kropką. Mimo że byli już bardzo daleko od tego miejsca i nie było go już widać, dziewczyna co chwilę się odwracała z myślą że piesek może jeszcze wróci.
- Spokojnie jest w dobrych rękach- zapewniał ją Mark
- Ufam ci – spojrzawszy na jego brązowe oczy. Była w nie bardzo wpatrzona. Odwróciła jednak wzrok. Uważała że to było bardzo niestosowne. On najwyraźniej twierdził inaczej , gdyż złapał ją za policzek, odwrócił w jego stronę. Patrzyli sobie w oczy. Powoli ich wargi zaczęły się stykać. Było to delikatne tyknięcie się ust znaczące bardzo dużo dla nich obu. Ten wzruszający moment przerwał im uciekający czas.
- O rany ! powinnam być już w domu. Moja ymm ychhh.. Po prostu musze już biec.
Mark nie chciał w ten sposób zakończyć spotkania.
- Ale jeszcze się spotkamy tak?
- Oczywiście przyjdę tak jak wczoraj. – Odbiegła