Było już dosyć późno
kiedy Oriana weszła w próg domu.
Wbiegając do kuchni poślizgnęła się na podłodze. Wstając zauważyła na stole ułożone sztućce, jednak jej uwagę
przykuł zapach dochodzący z kuchenki. W garnku było ugotowany makaron a obok na
patelni świeżo zrobiony sos do spaghetti.
- Ufff.. na szczęście
się nie spóźniłam . – wzdychając
Około 4 minut później
przyszła jej matka. Była wyjątkowo miła.
Po zjedzeniu Oriana
poszła na górę gdzie czytała książkę tak długo aż rodzice zasnęli. Wymknęła się
przez okno gdyż nie mogła znaleźć kluczy do drzwi. Z uśmiechem biegła nad
jezioro. Była już na ostatnim zakręcie miała nadzieje że kiedy za niego wyjdzie
na swojej drodze ujrzy Marka. Zawiodła się, nie było go. Osiadła nakładce i
czekała. Czekała , czekała, czekała ale się nie zjawił. Pomyślała:
-Pewnie znów zrobiłam
coś nie tak – łzy zaczęły napływać jej do oczu
- A przecież się starałam.
Dlaczego on nie przyszedł? Tak bardzo mi na nim zależy.
Nie mogła znieść smutku.
Postanowiła iść przed siebie tak długo aż opadnie z sił. Nie trwało to zbyt
długo. Szła za zaledwie 3 godziny. Usiadła przy wielkim przekrzywionym drzewie
z którego co jakiś czas odpadał kawałek kory.
Zasnęła z nadzieją, że już nie będzie musiała więcej się budzić. Ranem
wróciła do domu. Nikogo nie było. Wsadziła ręce w ogień. Nie zależało jej na
życiu skoro nie mogła go dzielić z kimś innym. Był to dla niej wielki cios
prosto w serce które coraz mocniej nagrzewało. Znajomi, między innymi Lilly i
Grace siedziały przy niej próbując wmówić że to je nic nie da, że to niej jest
je warte. Nie słuchała. Co jakiś czas chciały wyjąć jej ręce z pod ognia,
jednak wtedy zaczynała na nie krzyczeć . Kiedy przysnęła Thomas wziął ją na
ręce i położył na kanapie. Owinęli jej ręce bandażem a wcześniej wsadzili pod
wodę. Siedzieli przy niej całą noc. Rankiem do przyjaciół doszła jeszcze jedna
osoba. Mark. Ze zmartwioną minął podbiegł do Łóżka.
- Co jej się stało ?
- Nic. Idź z stąd
później z nią porozmawiasz. Na razie daj jej odpocząć. – Powiedział Bill.
Mark zrozumiał i
wyszedł. Nie wiedział jaki jest temu powód i co tak naprawdę się wydarzyło tej
nocy. Wolał na razie nie zawracać sobie tym głowy, miał ważniejsze rzeczy do
roboty.
Ori obudziła się
wczesnym rankiem. Była dosyć blada, zresztą jak zawsze, lecz tym razem
towarzyszył jej smutek.
- Co wy tu jeszcze
robicie i jak ja się znalazłam na kanapie?
- Ja cie tu zaniosłem.
- Byliśmy przy tobie
całą noc- wtrąciła się Lilly.
- Mark tu był parę
godzin temu.
- Czego on tu chciał? -
zdziwiła się.
- Chciał z tobą
porozmawiać, ale nie chcieliśmy cię budzić. Wyglądał na zmartwionego.
- Zmartwiony ? on ?!
Umówiliśmy się wczoraj a on się nie zjawił. Wystawił mnie zreszta jak wszyscy!
.
- To nie prawda. Nie
osądzaj go. On taki mnie jest. Porozmawiaj z nim j dowiedz się jaki był
prawdziwy powód jego nieobecności.
- Dobrze porozmawiam z
nim kiedy nadejdzie odpowiedni moment.
Przyjaciele wyszli . Oriana
została sama jak palec. Nie wiedziała czym się zająć. Wyszła przed dom i szła w
kierunku lasu. Las to było jedno z dwóch miejsc w którym czuła się bezpieczna,
wolna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz