wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 9


Było już dosyć późno kiedy Oriana weszła w próg domu.  Wbiegając do kuchni poślizgnęła się na podłodze. Wstając zauważyła na  stole ułożone sztućce, jednak jej uwagę przykuł zapach dochodzący z kuchenki. W garnku było ugotowany makaron a obok na patelni świeżo zrobiony sos do spaghetti.
- Ufff.. na szczęście się nie spóźniłam . – wzdychając
Około 4 minut później przyszła jej matka.  Była wyjątkowo miła.
Po zjedzeniu Oriana poszła na górę gdzie czytała książkę tak długo aż rodzice zasnęli. Wymknęła się przez okno gdyż nie mogła znaleźć kluczy do drzwi. Z uśmiechem biegła nad jezioro. Była już na ostatnim zakręcie miała nadzieje że kiedy za niego wyjdzie na swojej drodze ujrzy Marka. Zawiodła się, nie było go. Osiadła nakładce i czekała. Czekała , czekała, czekała ale się nie zjawił. Pomyślała:
-Pewnie znów zrobiłam coś nie tak – łzy zaczęły napływać jej do oczu
- A przecież się starałam. Dlaczego on nie przyszedł? Tak bardzo mi na nim zależy.
Nie mogła znieść smutku. Postanowiła iść przed siebie tak długo aż opadnie z sił. Nie trwało to zbyt długo. Szła za zaledwie 3 godziny. Usiadła przy wielkim przekrzywionym drzewie z którego co jakiś czas odpadał kawałek kory.  Zasnęła z nadzieją, że już nie będzie musiała więcej się budzić. Ranem wróciła do domu. Nikogo nie było. Wsadziła ręce w ogień. Nie zależało jej na życiu skoro nie mogła go dzielić z kimś innym. Był to dla niej wielki cios prosto w serce które coraz mocniej nagrzewało. Znajomi, między innymi Lilly i Grace siedziały przy niej próbując wmówić że to je nic nie da, że to niej jest je warte. Nie słuchała. Co jakiś czas chciały wyjąć jej ręce z pod ognia, jednak wtedy zaczynała na nie krzyczeć . Kiedy przysnęła Thomas wziął ją na ręce i położył na kanapie. Owinęli jej ręce bandażem a wcześniej wsadzili pod wodę. Siedzieli przy niej całą noc. Rankiem do przyjaciół doszła jeszcze jedna osoba. Mark. Ze zmartwioną minął podbiegł do Łóżka.
- Co jej się stało ?
- Nic. Idź z stąd później z nią porozmawiasz. Na razie daj jej odpocząć. – Powiedział Bill.
Mark zrozumiał i wyszedł. Nie wiedział jaki jest temu powód i co tak naprawdę się wydarzyło tej nocy. Wolał na razie nie zawracać sobie tym głowy, miał ważniejsze rzeczy do roboty.
Ori obudziła się wczesnym rankiem. Była dosyć blada, zresztą jak zawsze, lecz tym razem towarzyszył jej smutek.
- Co wy tu jeszcze robicie i jak ja się znalazłam na kanapie?
- Ja cie tu zaniosłem.
- Byliśmy przy tobie całą noc- wtrąciła się Lilly.
- Mark tu był parę godzin temu.
- Czego on tu chciał? - zdziwiła się.
- Chciał z tobą porozmawiać, ale nie chcieliśmy cię budzić. Wyglądał na zmartwionego.
- Zmartwiony ? on ?! Umówiliśmy się wczoraj a on się nie zjawił. Wystawił mnie zreszta jak wszyscy! .
- To nie prawda. Nie osądzaj go. On taki mnie jest. Porozmawiaj z nim j dowiedz się jaki był prawdziwy powód jego nieobecności.
- Dobrze porozmawiam z nim kiedy nadejdzie odpowiedni moment.
Przyjaciele wyszli . Oriana została sama jak palec. Nie wiedziała czym się zająć. Wyszła przed dom i szła w kierunku lasu. Las to było jedno z dwóch miejsc w którym czuła się bezpieczna, wolna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz