środa, 28 marca 2012

Rozdział 10


Szła rozmyślając nad Markiem. Myślała sobie
- Mark jest mi bliski…  Nie, jest nikim! … A jednak udręką…. Dać mu jeszcze jedną szansę ? W końcu to tylko jedna osoba z wieli która w ten sposób mnie opuszcza.
Była tak zamyślona, że nie widziała gdzie idzie. Głowę miała cały czas spuszczoną. Szła tak długo, póki nie trafiła na przeszkodę. Uniosła głowę. Znów widziała skórzane kurtki i malowane włosy.
- Jak się tu znaleźliście
- Przechodziliśmy. A ty droga Oriano- mówił podkreślając na o
- co tu robisz? Gdzie twój Romeo ?
- Błagam cię nawet mnie nie drażnij.
- O.. czyżby coś się stało?
Opowiedziała im co się działo. Na koniec Richard dodał
- Czyli najzwyczajniej się olał! U nas nie miałabyś takiego traktowania
- Tak . Jest okropny! Nie wiem jak mogłam się tak dać nabrać. Nie chcę się z nim widzieć.
- A co byś zrobiła gdyby to wszystko słyszał?
- To nie ma żadnego sensu  bo go tu nie …. Zaraz .. On tu jest ?.. Odpowiedz!!
- Odwróć się
Około trzy metry dalej na kamieniu siedział Mark. Miał taką minę jakby ktoś miał wydrzeć mu serce. Po chwili odszedł w głąb lasu ..  Oriana nie zamierzała czekać. Przewróciła oczami i pobiegła za nim. Musiała porozmawiać z nim ten jeden ostatni raz. Nie biegła długo. Nie zwracał na nią uwagi. W końcu stanęła.
- Będziesz całe życie przede mną uciekał?!
Stanął, odwrócił się. Miał zamknięte oczy zupełnie tak jakby nie chciał na nią patrzeć.
- Może.. Nawet jeśli… To co ci do tego ? Nie dałaś mi się nawet wytłumaczyć. Tak się nie postępuje.
- Tak się nie postępuje?! A ty ??! Okłamałeś mnie!
- Nie okłamałem – odpowiedział pewnym głosem.
- W takim razie słucham. Co masz na swoje usprawiedliwienie.
- Powiem ci. Bądź tu dziś wieczorem.
-  Zawsze odkładasz wszystko na później? Uciekasz od problemów. Nie dam się drugi raz wykołować .
- W takim razie usiądź zaraz wszystko Ci powiem.
Usiedli naprzeciwko siebie. Zaczął jej mówić, że było już dosyć późno, Kiedy wpadł na pomysł.  Chciał by wstąpiła do świata nieśmiertelnych
- Byśmy mogli być razem- powiedział wolno ściszonym głosem spuszczając głowę
Oczy Oriany napełniły się łzami żadne słowo nie mogło przejść jej przez gardło.
- Taa.. wiem może i żałosne ale tak właśnie jest- Wstał i poszedł.
Ori złapała go za rękę i razem poszli na spacer. Trafili na łąkę. Było wietrznie i zimno ale nie zwracali na to uwagi. Cieszyli się sobą nawzajem, przytulali mimo to Orianie wciąż czegoś brakowało.
- Kocham cię – szepnął jej do ucha kiedy siedzieli na przewróconym drzewie a wiatr powiewał im włosy. Na twarzy Oriany pojawiła się szczerość i jeszcze wieksza radość. Już niczego jej nie brakowało w tym momencie.

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 9


Było już dosyć późno kiedy Oriana weszła w próg domu.  Wbiegając do kuchni poślizgnęła się na podłodze. Wstając zauważyła na  stole ułożone sztućce, jednak jej uwagę przykuł zapach dochodzący z kuchenki. W garnku było ugotowany makaron a obok na patelni świeżo zrobiony sos do spaghetti.
- Ufff.. na szczęście się nie spóźniłam . – wzdychając
Około 4 minut później przyszła jej matka.  Była wyjątkowo miła.
Po zjedzeniu Oriana poszła na górę gdzie czytała książkę tak długo aż rodzice zasnęli. Wymknęła się przez okno gdyż nie mogła znaleźć kluczy do drzwi. Z uśmiechem biegła nad jezioro. Była już na ostatnim zakręcie miała nadzieje że kiedy za niego wyjdzie na swojej drodze ujrzy Marka. Zawiodła się, nie było go. Osiadła nakładce i czekała. Czekała , czekała, czekała ale się nie zjawił. Pomyślała:
-Pewnie znów zrobiłam coś nie tak – łzy zaczęły napływać jej do oczu
- A przecież się starałam. Dlaczego on nie przyszedł? Tak bardzo mi na nim zależy.
Nie mogła znieść smutku. Postanowiła iść przed siebie tak długo aż opadnie z sił. Nie trwało to zbyt długo. Szła za zaledwie 3 godziny. Usiadła przy wielkim przekrzywionym drzewie z którego co jakiś czas odpadał kawałek kory.  Zasnęła z nadzieją, że już nie będzie musiała więcej się budzić. Ranem wróciła do domu. Nikogo nie było. Wsadziła ręce w ogień. Nie zależało jej na życiu skoro nie mogła go dzielić z kimś innym. Był to dla niej wielki cios prosto w serce które coraz mocniej nagrzewało. Znajomi, między innymi Lilly i Grace siedziały przy niej próbując wmówić że to je nic nie da, że to niej jest je warte. Nie słuchała. Co jakiś czas chciały wyjąć jej ręce z pod ognia, jednak wtedy zaczynała na nie krzyczeć . Kiedy przysnęła Thomas wziął ją na ręce i położył na kanapie. Owinęli jej ręce bandażem a wcześniej wsadzili pod wodę. Siedzieli przy niej całą noc. Rankiem do przyjaciół doszła jeszcze jedna osoba. Mark. Ze zmartwioną minął podbiegł do Łóżka.
- Co jej się stało ?
- Nic. Idź z stąd później z nią porozmawiasz. Na razie daj jej odpocząć. – Powiedział Bill.
Mark zrozumiał i wyszedł. Nie wiedział jaki jest temu powód i co tak naprawdę się wydarzyło tej nocy. Wolał na razie nie zawracać sobie tym głowy, miał ważniejsze rzeczy do roboty.
Ori obudziła się wczesnym rankiem. Była dosyć blada, zresztą jak zawsze, lecz tym razem towarzyszył jej smutek.
- Co wy tu jeszcze robicie i jak ja się znalazłam na kanapie?
- Ja cie tu zaniosłem.
- Byliśmy przy tobie całą noc- wtrąciła się Lilly.
- Mark tu był parę godzin temu.
- Czego on tu chciał? - zdziwiła się.
- Chciał z tobą porozmawiać, ale nie chcieliśmy cię budzić. Wyglądał na zmartwionego.
- Zmartwiony ? on ?! Umówiliśmy się wczoraj a on się nie zjawił. Wystawił mnie zreszta jak wszyscy! .
- To nie prawda. Nie osądzaj go. On taki mnie jest. Porozmawiaj z nim j dowiedz się jaki był prawdziwy powód jego nieobecności.
- Dobrze porozmawiam z nim kiedy nadejdzie odpowiedni moment.
Przyjaciele wyszli . Oriana została sama jak palec. Nie wiedziała czym się zająć. Wyszła przed dom i szła w kierunku lasu. Las to było jedno z dwóch miejsc w którym czuła się bezpieczna, wolna. 

sobota, 17 marca 2012

Rozdział 8

- Kim oni byli ? 
- Wydaje mi się że nie powinnaś na razie wiedzieć.
- Dlaczego ?
- Po prostu .
- No dobrze.
- A tak w ogóle to co tu robisz ?
- Często tu chodzę pomyśleć czy coś.
- Aha. No dobra nie będę męczyć cię moimi pytaniami
- Nie meczysz . Idziesz ze mną ?
- Gdzie ? Oj znów pytanie.
Uśmiechnął się. - W głąb lasu.
- Nie mogę. Musze odprowadzić szczeniaka i zrobić obiad.
- Z tego co wiem to Lilly się nim zajęła – Powiedział z przekonaniem.
- Skoro tak to z chęcią z tobą pójdę. – Mówiła łapiąc go równocześnie za rękę.
- A tak przy okazji skoro mówiłaś o szczeniaku to jest twój czy może nie ?
- Szukam dla niego domu. Znasz może kogoś ?
- Znam. Po drodze zajdziemy do niej i oddamy zgoda ?
- Tak! Bardzo się cieszę
Wolnym krokiem zbliżali się do miejsca gdzie mieli zostawić szczeniaka. Wokoło nikogo nie było. Oriana nie była do końca przekonana czy powinna go tu zostawiać, mimo to zdecydowała się przywiązać szczeniaka. Po chwili zza drzew wyszła niemalże przezroczysta istota. Miała na sobie długą jasno zieloną sukienkę, blond włosy. Chwyciła psiaka w swoje delikatne ręce, po czym odwróciła się i odeszła. Oriana nawet n ie chciała pytać o co z tym chodzi kim ona jest i co zrobi z Kropką. Mimo że byli już bardzo daleko od tego miejsca i nie było go już widać, dziewczyna co chwilę się odwracała z myślą że piesek może jeszcze wróci.
- Spokojnie jest w dobrych rękach- zapewniał ją Mark
- Ufam ci – spojrzawszy na jego brązowe oczy. Była w nie bardzo wpatrzona. Odwróciła jednak wzrok. Uważała że to było bardzo niestosowne. On najwyraźniej twierdził inaczej , gdyż złapał ją za policzek, odwrócił w jego stronę. Patrzyli sobie w oczy. Powoli ich wargi zaczęły się stykać. Było to delikatne tyknięcie się ust znaczące bardzo dużo dla nich obu. Ten wzruszający moment przerwał im uciekający czas.
- O rany ! powinnam być już w domu. Moja ymm ychhh.. Po prostu musze już biec.
Mark nie chciał w ten sposób zakończyć spotkania.
- Ale jeszcze się spotkamy tak?
- Oczywiście przyjdę tak jak wczoraj. – Odbiegła

środa, 14 marca 2012

Rozdział 7



- Achhh! Zdążę Dzięki przyjaciołom skończyła wczesnym popołudniem.
jeszcze pójść do Kropki! - krzyczała , śmiała  się i skakała mimo że była już bardzo zmęczona.
Szła bardzo wolnym krokiem Mając nadzieję, ze nikt jej nie zauważy.
Kiedy była już na miejscu:
- Kropka! – wołała uśmiechnięta
- Kropka! …..  – Kropka ?   ..   – Kropciu ! Gdzie ty jesteś !
W tym momencie usłyszała cichutki piski, zbliżające się z każdą sekundą. Wybiegła z pomieszczenia. Z daleka widziała małe bezbronne zwierzątko uciekające przed chmurą dymu
- O mój boże ! to Kropka! Kropciu uciekaj! Chwila co to jest?!
Wystraszone zwierzę wskoczyło je na ręce, tymczasem Oriana stała jak wryta. Strach ją sparaliżował . Nie mogła drgnąć, wykrztusić ani słowa. Powoli dym zaczął się oddalać , a zza niego wyszło około 9 ludzi. Każdy z nich był ubrany na czarno. Mieli przeróżne fryzury w kolorach czarny ,czerwony . Wyglądali dosyć strasznie. Mieli skurzane kurtki, poszerzane spodnie, na szyi rękach, przy spodniach, kolczyki w uszach wardze. PO za tym mieli mocne makijaże. Krótko mówiąc upiory.
- Kim jesteś ? – spytała jedna stojąca najbliżej . Oriana nie odpowiedziała
- No pytam się! – krzyknęła
- Jaa.. Oriana
- No i bardzo fajnie. Co tu robisz ?
-  Przyszłam po pieska
- To chuchro ? Właśnie je goniliśmy.
- Wiem widziałam. Jesteście bardzo szybcy. Chciałabym taka być jak wy. Nie macie problemów i takie tam.
- Zawsze możesz stać się jedną z nas- Powiedział przekonującym głosem chłopak. Wszystko wskazywało na to że ma około 16-17 lat.
- Ona do was nie dołączy – odpowiedziała poważnym głosem osoba stojąca za Orianą.
Okazał się nim Mark
- Mark! Co ty tu robisz ?
- Chciałem spytam o to samo.
- Mark.    – Powiedział z powagą chłopak stojący po drugiej stronie.
- Richard – odpowiedział tak samo.
- To wy się znacie ? – spytała trochę zakłopotana Oriana
Nastało milczenie.
- I co nie odpowiesz panience Mark ?  - zaśmiał się Richard
- Może innym razem. A teraz chodź Oriano- powiedział obejmując ja ramieniem i prowadząc w drugim kierunku.




Ciąg dalszy nastąpi  ;)




niedziela, 11 marca 2012

Rozdział 6


W domu była nad ranem. Na szczęście rodzice jeszcze spali. Była wykończona, marzyła by móc jak najszybciej się położyć. Zdejmując stary sweter usłyszała trzaskanie drewna. Na palcach weszła do salonu. W kominku zwolna gasł ogień. Przypomniała sobie słowa
- „ Ogień, Coś niesamowitego prawda? Ciężko jest się od niego odpędzić. Tylko on może nas zniszczyć. Tak wiem też na początku się dziwiłem ale tak to jest. Coś czego pragniemy, zabija nas ’’.
Lecz w tym momencie jej nogi zrobiły się lekkie. Z wolna zaczęła się zbliżać. Wsadziła rękę w ogień i trzymała przez dłuższy czas
- Przecież to mi nic nie robi! – krzyknęła. Ale to co miało nastąpiło w tej chwili
- Ała ! to parzy ! Nie mogę wyciągnąć ręki! Czym kolwiek jesteś zostaw mnie !
Ból się wzmacniał ..
- Oriano czy to ty ? – spytała matka schodząc po schodach
Oriana zaczęła gwałtownie wymachiwać ręką, a siła która ją przyciągała zaczęła słabnąć. W ostatnim momencie udało jej się podnieść z ziemi.
- Co ty wyprawiasz czemu nie śpisz i nie jesteś przebrana ?! słucham masz na to wytłumaczenie ?!
- Booo… ja już wstałam
- Skoro tak to zrobisz śniadanie . Ma być gotowe na godzinę 7.30 zrozumiałaś ?
- Tak zrozumiałam – odpowiedziało mało słyszalnym głosem
Kiedy matka poszła do sypialni,  dziewczyna pobiegła do kuchni i wsadziła rękę do zimnej wody. Dłoń była z lekka oparzona. Zrobiła sobie zimny okład i zabandażowała.
Mimo bólu musiała zrobić śniadanie. Zastanawiała się czy Mark to widział. Zaczęła przypominać sobie cały wczorajszy dzień.
- Kropka! Mam nadzieję że nie uciekła.. Pójdę do niej po śniadaniu ..
Rodzice zeszli na dół o godzinie 7:35
- Oriano posprzątasz dziś dom, pójdziesz na zakupy, przy okazji chciałabym żebyś zaszła do sąsiada i zaniosła mu leki o które prosił. Kiedy skończysz pójdziesz do pani Eukacji pomagać w rozpakowywaniu kartonów wrócisz późnym popołudniem akurat wrócę ja. Do tego czasu zrób jakiś porządny posiłek. Jak będę już w domu odgrzeję jedzenie a ty w tym czasie wyłożysz sztućce. Czy jest to dla Ciebie jasne? Jeżeli czegoś byś zapomniała na blacie leży karteczka. Tam masz wszystko napisane.
Oriana była załamana. Uczucia trzymała w duszy, nie chciała wyjawiać ich przed rodzicami. Bała się ich reakcji.
- Tylko o niczym nie zapomnij – dodała
- Dobrze. Postaram się. – Po czym poszła na górę.
- I jak ja mam teraz się z tego wymigać. Jak wyjdą to pobiegnę szybko do psiaka. A jak już zasnął to pobiegnę do Marka. Jejciu już nie mogę się doczekać!.. Ale chyba będę musiała się zdrzemnąć .. – Powiedziała kładąc się na łóżku i mrużąc oczy.
- Oriano masz zacząć od zaraz !
- Odpoczynek musze odłożyć na później- Pomyślała wzdychając .
Prawie 20 minut zajęło jej wytarcie kurzy z jednego pokoju. Wchodząc do salonu zauważyła małe ściereczki wycierające kurze. Od razu wiedziała ze to musi być Thomas, Bill Lilly i Grace.  
- Witajcie – powiedziała pełna emocji
- Jest z wami Mark ?
- Nie ma, ale czeka na Ciebie
- Ouuuu jaki on uraczy.. To znaczy fajnie możecie mu powiedzieć że będę o północy w tym samym miejscu co wczoraj. A i  dziękuje  że mi pomagacie.
- No wiesz my zawsze z Tobą. Trzeba się wspierać .


piątek, 2 marca 2012

Rozdział 5


Płynęli coraz głębiej w czarną dziurę. Nie widać było dna.  Po 2 minutach znaleźli się na dnie. Leżało tam pare dużych kamieni, parę desek i beczka obrośnięta roślinami. Kto by się spodziewał że wchodząc kolejno do beczki znajdą siew innym świecie. Nie mogła złapać powietrza. Nie wiedziała czy ma się cieszyć.  Szli po czarnej ziemi nad którą unosiła się lekka mgła. Z obu stron rosły gęsto drzewa.
- Gdzie idziemy?
- Bądź cierpliwa. Już niedługo się dowiesz.
Było bardzo cicho. Słychać było jedynie jak wiatr gra na gałęziach drzew. Weszli na polane. Stanęli w wyciętym kręgu. Były tam kolejne drzwi, tym razem były to zwykłe drzwi . Leżały na ziemi . Otworzył je. Nic nie było widać unosił się tylko biały puch.
- Skacz.
- Co proszę?
- No skacz
- Nie ma mowy nie zmusisz mnie. Tam może nie być dna i co wtedy?
- Po prostu mi zaufaj – po czym z lekka się uśmiechnął.
Złapała się ramy drzwi, zamknęła oczy. Puściła się.  Zaczęła krzyczeć . Nic nie widziała. Upadła na miękką zlepioną piankę.
Mark! Mark! Gdzie ty jesteś ?!
Z pod puchu wychyliła się dłoń, chwyciła dziewczynę i pociągnęła do siebie.
Oriana była już w objęciach Marka. 
 - To jest nasz własny świat. Nieśmiertelnych. Należysz do nas. Nieśmiertelnym nie można się urodzić tylko stać. Jest nas coraz więcej. Ludzie wiedzą że istniejemy. Boją się nas. Na pewno znasz  zabawę w wywoływanie duchów. Dzieci biorą świeczki zapalają je i w ten sposób przywołują nas.
- Ogień – powiedziała szeptem
-  Coś niesamowitego prawda? Ciężko jest się od niego odpędzić. Tylko on może nas zniszczyć. Tak wiem też na początku się dziwiłem ale tak to jest. Coś od czego nie można się odpędzić , zabija nas.
- No dobrze ale jaki związek mam z tym ja ?
- Ty?
- Tego nie wiem. W twoim życiu musiało stać się coś takiego co doprowadziło do tego że stałaś się nieśmiertelna.
- A u cb co takiego się stało?
Chłopak nie odpowiedział. Smucił wzrok i poprowadził ją dalej. Zapoznał ją z Thomasem , Billem.
- A to jest ..
- Wiem. To Lilly i Grace.
- Skąd je znasz?
- Spotkałyśmy się już wcześniej. Znalazłam jej młodszą siostrę jak twierdzi.
- Tak to bardzo prawdopodobne.
- Miło mi cię znów widzieć Oriano- Powiedział uprzejmie Lilly
- Mi również. Ale powiedzcie mi dlaczego się z tym ukrywacie.
-Gdyby ludzie się dowiedzieli o naszym świecie…. Zabili  by nas – Sean wbił wzrok w ziemie.
- Dlaczego?
- Ludzie uważają nas za szkodniki które wkroczyły na ich teren. My nic złego nie robimy a jednak.
- No dobrze nie będę pytała o nic więcej na razie. Może mnie ktoś zaprowadzić z powrotem do świata ludzi bo nie wiem jak to określić.
- Oczywiście. – Mark odprowadził ją do końca kładki. Usiedli na chwilę.
- O czym myślisz? – spytała
- O tym…. Co jeszcze mógłbym ci powiedzieć. – spojrzał jej prosto w oczy
- Masz piękne oczy. Rozświetlają twoją twarz… Przepraszam  może nie powinienem tego mówić
- Nie szkodzi. Przyjemnie jest czasem usłyszeć coś miłego. Pojdę już chce zajrzeć jeszcze do szczeniaka. Miło mi się z tobą rozmawiało. Mam nadzieję że niedługo się spotkamy . – Wstała i odeszła

Rozdział 4


Budziła się dosyć późno. Zbiegła na dół . Rodzice siedzieli na kanapie z psem przywiązanym do stołu. Nie zdążyła zawrócić, rodzice już ją zauważyli.
- Co to ma być się pytam ?! – krzyknęła matka
- To jest szczeniak. Ja.. bo .. on .. on był sam , kręcił się koło sklepu, jest taki biedny. Jaaa.. go zabrałam i trzymałam w kartonie.. Proszę was nie krzyczcie ..
- Nie krzyczeć ?! ja ci zaraz dam nie… - w tym momencie złapał za pas chciał ją uderzyć ale matka powiedziała.
- Za chwilę pójdziesz z ojcem do lasu , przywiążecie go do jakiegoś drzewa i wrócicie akurat na obiad.
- Ale on jest taki biedny . Naprawdę nie możemy go zatrzymać dopóki nie będzie duży . Albo oddać go komuś. Błagam was. Nie wińcie tego psiaka.
Jednak matka już zadecydowała. Oriana szybko się przebrała i poszła z ojcem. W czasie drogi nie odezwała się ani razu. Myślała :
- Czym ja zawiniłam ? Prze ze mnie cierpią inni. To tak boli.
Byli w samym środku lasu. Kazał przywiązać psa do starego drzewa bardzo mono. Robiła to z łzami w oczach. Nie mogła sobie tego wybaczyć. W drodze powrotnej słuchała jak ojciec mówił jej jak bardzo będzie żałowała jeżeli znów przyniesie coś do domu.
Na stole stało już jedzenie. W czasie obiadu mówione było o córce. O tym jaka jest bezużyteczna , leniwa, płochliwa, niezdarna itd. .. W pewnym momencie nie wytrzymała. Zaczęła gorzko szlochać, pobiegła na górę, wyciągnęła żyletkę i powoli zaczęła robić delikatne rysy na ręce.
- Co Ci to da ? – usłyszała, nie chciała jednak przerywać.
- Uspokój się. To normalne że czasem jest Ci źle. Ale to nie powód by się okaleczać. Nie czujesz ulgi a i tak nie umrzesz. Dziś o północy przyjdź nad jezioro. Myślę, że powinnaś poznać prawdę.
Nie wiedziała co ma na myśli. Do północy było jeszcze sporo czasu. Musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie.
Wyszła z domu. Szła powoli myśląc tylko o jednym.
- Co to będzie? Kolejne rozczarowanie ? Doprowadzenie do łez ?
Nie zauważyła nawet jak szybko znalazła się w lesie. Przypomniała sobie o szczeniaku. Dużo czasu zajęło jej zanim odnalazła drogę którą szła z rodzicem. Urywkami słyszała jak piszczy, co coraz bardziej ją do niego zbliżało. Zaczęła biec w jego kierunku. Sznurek był mocno zawiązany, nie mogła go rozwiązać. Ocierała sznur o pień drzewa tak długo aż się przerwał. Na jej szczęście nie był zbyt gruby. Wzięła go na ręce. Wiedziała że nie może zabrać go do domu bo znów mogą go zauważyć. Kawałek od lasu mieścił się domu który już od paru lat nie był zamieszkany. Ludzie omijali go z daleka , a wręcz się go bali. Postanowiła odważyć się i zostawić go tam. Kiedy wróciła do domu zastała babcię.


Rodzice opowiadali jej jak to Oriana przyniosła kundla do domu. Babcia miała jednak miękkie serce, mimo to nie mówiła jak bardzo jest jej przykro. Kiedy wychodziła rodzice Oriany zostali w domu a, ona sama wyszła na dwór. Bardzo kochała babcię i chciała koniecznie się z nią pożegnać. Była ona jedyną osobą której ufała nie licząc Przytulanki. Babcia powiedziała jej o tym jak bardzo jej przykro z powodu pieska. Na co odpowiedziała że ukrywa go w niezamieszkałym  domu. Babka dała jej 50 zł na karmę.
Oriana aż się wzruszyła. Niespodziewana się tego nawet po swojej babci. Kiedy samochód odjechał, Oriana pobiegła do sklepu. Kasjerka była zaskoczona. Wiedziała że matka wysyła czasem córkę po różne rzeczy do sklepu ale nie wiedziała ze mają psa. Po powrocie do domu zaczęła szukać po  strychu latarki a kiedy zapadła noc wymknęła się z nią kartonem z kocem  i woreczkiem karmy. Suczka była przeszczęśliwa. Postanowiła nazwać ją kropka z powodu małej białek kropki na przedniej łapie. Nie wiedziała która jest godzina dlatego rozerwała karton, wyścieliła kocykiem, położyła trochę karmy i  wybiegła. Stanęła naprzeciwko jeziora. Na kładce stała postać. 
- Kim jesteś?
- Nazywam się Mark Oriano
- A skąd wiesz jak ja mam na imię ?!
- Często cię odwiedzam, chodź mnie nie widzisz.
-Nic z tego nie rozumiem. Chcesz mnie wystraszyć ?! To nie jest śmieszne! Jak to jest możliwe że słyszę te dziwne dźwięki?! Masz mi natychmiast powiedzieć!
- Chodź ze mną. Powiem ci wszystko po kolei.
Chwycił ją za rękę, następnie razem wskoczyli do jeziora.
Ciąg dalszy nastąpi ;)