Szła rozmyślając nad
Markiem. Myślała sobie
- Mark jest mi bliski… Nie, jest nikim! … A jednak udręką…. Dać mu
jeszcze jedną szansę ? W końcu to tylko jedna osoba z wieli która w ten sposób
mnie opuszcza.
Była tak zamyślona, że
nie widziała gdzie idzie. Głowę miała cały czas spuszczoną. Szła tak długo,
póki nie trafiła na przeszkodę. Uniosła głowę. Znów widziała skórzane kurtki i
malowane włosy.
- Jak się tu
znaleźliście
- Przechodziliśmy. A ty
droga Oriano- mówił podkreślając na o
- co tu robisz? Gdzie
twój Romeo ?
- Błagam cię nawet mnie nie
drażnij.
- O.. czyżby coś się
stało?
Opowiedziała im co się
działo. Na koniec Richard dodał
- Czyli najzwyczajniej
się olał! U nas nie miałabyś takiego traktowania
- Tak . Jest okropny! Nie
wiem jak mogłam się tak dać nabrać. Nie chcę się z nim widzieć.
- A co byś zrobiła gdyby
to wszystko słyszał?
- To nie ma żadnego
sensu bo go tu nie …. Zaraz .. On tu
jest ?.. Odpowiedz!!
- Odwróć się
Około trzy metry dalej
na kamieniu siedział Mark. Miał taką minę jakby ktoś miał wydrzeć mu serce. Po
chwili odszedł w głąb lasu .. Oriana nie
zamierzała czekać. Przewróciła oczami i pobiegła za nim. Musiała porozmawiać z
nim ten jeden ostatni raz. Nie biegła długo. Nie zwracał na nią uwagi. W końcu
stanęła.
- Będziesz całe życie przede
mną uciekał?!
Stanął, odwrócił się.
Miał zamknięte oczy zupełnie tak jakby nie chciał na nią patrzeć.
- Może.. Nawet jeśli… To
co ci do tego ? Nie dałaś mi się nawet wytłumaczyć. Tak się nie postępuje.
- Tak się nie
postępuje?! A ty ??! Okłamałeś mnie!
- Nie okłamałem –
odpowiedział pewnym głosem.
- W takim razie słucham.
Co masz na swoje usprawiedliwienie.
- Powiem ci. Bądź tu
dziś wieczorem.
- Zawsze odkładasz wszystko na później?
Uciekasz od problemów. Nie dam się drugi raz wykołować .
- W takim razie usiądź
zaraz wszystko Ci powiem.
Usiedli naprzeciwko siebie.
Zaczął jej mówić, że było już dosyć późno, Kiedy wpadł na pomysł. Chciał by wstąpiła do świata nieśmiertelnych
- Byśmy mogli być razem-
powiedział wolno ściszonym głosem spuszczając głowę
Oczy Oriany napełniły
się łzami żadne słowo nie mogło przejść jej przez gardło.
- Taa.. wiem może i
żałosne ale tak właśnie jest- Wstał i poszedł.
Ori złapała go za rękę i
razem poszli na spacer. Trafili na łąkę. Było wietrznie i zimno ale nie zwracali
na to uwagi. Cieszyli się sobą nawzajem, przytulali mimo to Orianie wciąż
czegoś brakowało.
- Kocham cię – szepnął jej
do ucha kiedy siedzieli na przewróconym drzewie a wiatr powiewał im włosy. Na
twarzy Oriany pojawiła się szczerość i jeszcze wieksza radość. Już niczego jej
nie brakowało w tym momencie.

