wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział 12


Nastał kolejny dzień…
Po raz pierwszy od tygodnia widziała swoich rodziców
- Nie poszliście jeszcze do pracy ?? – spytała jeszcze zaspanym głosem
- Chyba mamy do pogadania – powiedział ojciec
- To nie będzie krótka rozmowa – dodała matka
- Naprawdę musimy dziś rozmawiać, trochę mi się śpieszy
- Do lasu ?
- No dobrze wydaje  mi się że możemy zamienić parę słów.
Ojciec z matką na zmianę mówili jak bardzo zmieniło się jej zachowanie które jest niedopuszczalne, jak wymyka się każdego dnia do lasu, z kim się spotyka, skąd ma pieniądze i jeszcze wiele innych rzeczy. Z każdą z tych rzeczy liczą się konsekwencje. Po 2 godzinach krzyku dali dziewczynie dojść do słowa.
- Mam nadzieje że to koniec waszej nudziarskiej gadki. Chce wam tylko powiedzieć że nie obchodzi mnie to co do mnie mówicie i już nigdy więcej nie wykonam waszego polecenia.
Oriana zaszokowała rodziców. Minęło pół godziny jak zeszła ze strychu z torbą.
- Wybierasz się gdzieś ?
- tak ! nie chce już z wami mieszkać
- Proszę bardzo tylko pamiętaj … - mama przystanęła na chwile po czym dodała-  Nie wracaj .
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko zatrzasnęła drzwi za sobą i pobiegła w stronę lasu. Zdziwiła ją szybkość z jaką pokonywała drogę leśną. Zastanawiała się czy to ciemna strona ma wpływ na jej ciało w tym szybkość przemieszczania się.
Spytała Richarda czy może z nimi zamieszkać, po czym odpowiedział z nieprzyjemnym spojrzeniem że to niemożliwe. Ori miała już dosyć, nie chciała pytać dlaczego bo to i tak nic by nie zmieniło. Musiała szybko znaleźć sobie miejsce w którym przenocuje.  Musiała znaleźć je jak najszybciej gdyż zbliżała się godzina spotkań ciemnej strony. Na razie postanowiła zostawić rzeczy w domu w którym wcześniej trzymała szczeniaka.
Wróciła na spotkanie. Tam już dobrze się nią zajęli. Zmienili fryzurę, zrobili mocny ciemny makijaż i ubiór. Nie mogła przywyknąć do swojego nowego wyglądu.
- To wszystko naprawdę jest konieczne ?
- Tak. W ten sposób stajesz się oficjalnie częścią nas.
- Yhhh.. będę musiała przywyknąć.
- Czyli że ci to nie odpowiada
- Nie nie ! wszystko jest okej

Prawda była taka że Ori wcale nie odpowiadał styl. W pewnym momencie zadała sobie pytanie po co w ogóle wdała się w to towarzystwo, lecz po chwile całkowicie zaprzeczyła pytaniu.
- Moje miejsce jest właśnie tu i tu czuje się najlepiej.
Zbliżała się godzina 18:00. Wszyscy zaczęli się rozchodzić. Oriana postanowiła przejść się nad jezioro. Położyła się na kładce i maczała u rąk w wodzie.
- Tak teraz wyglądam – powiedziała do siebie
- Dokładnie- Powiedział głos dochodzący z zarośli. Po chwili wyłonił się z n ich Mark ze skwaszoną miną. Dziewczyna wstała i czekała na to co zrobi chłopak.
Po woli zbliżał się do Ori mówiąc że jest nie do poznania, że nie spodziewał się takiej przemiany i chciałby by wyglądała jak wcześniej. Był coraz bliżej niej. Kiedy stanął na kładce, dziewczyna zaczęła robić kroki do tyłu. Widząc to, chłopak mówił dalej czego się obawia, dlaczego mu nie ufa, na co nie odpowiadała tylko patrzała na jego przesuwające się nogi w przód. Nie wiedziała ze znajduje się już na krawędzi mostku. Zrobiła jeszcze jeden krok w tył i wpadła do wody. Mark skoczył razem za nią. Ori wynurzyła się z wody, zaczęła krzyczeć płakać i pić Marka mówiąc jak go nienawidzi za to co jej zrobił , za  to jak jej mówił jak ją kocha że ona sama tak naprawdę nie wie kim jest. On natomiast się nie odzywał, czekał aż skończy. 

sobota, 20 października 2012

Rozdział 11


Kolejne dwa miesiące spędzili razem. Nikt się dla nich nie liczył, byli głusi na to co mówili inni i to był błąd.Nie wiedzieli że przez cały czas byli obserwowani.  Richard który był zazdrosny o Orianę  nakazał by ją śledzono. Mieli się dowiedzieć jak najwięcej o nich dwoje.  Do tego włączył swoich przyjaciół, a mianowicie  gawrony które miały zły wpływ. Z dnia na dzień Oriana stawała się coraz to bardziej agresywna. Wystarczyło że znajdowała się w zasięgu wzroku Marka, nad jej głową krążył gawron. Z początku Mark nie zwracał na to uwagi, ale w końcu nie wytrzymał, musiał się dowiedzieć o co w tym tak naprawdę chodzi.  Któregoś dnia gdy razem spacerowali spytał:

- Co się z tobą dzieje ?- Ze mną?! Nic! A co miałoby się dziać! Jezu jaki ty ostatnio podejrzliwy się stałeś! Ja nic nie robie a ty co chwile mnie o coś oskarżasz !  Może masz mnie dosyć ? – wykrzykiwała

- Szczerze mówiąc tak. Chwilami mam ciebie dosyć ale jak mówiłem ci to już wiele razy zmieniasz się i to bardzo szybko.


- Czyli co ? To koniec tak ?!

- Oriano to nie tak – przerwał jej

- Przecież widzę! Daj spokój nie chce cie widzieć! – poczym pobiegła w głąb lasu. Chciała jak najszybciej odleźć ciemną stronę. Nie spodziewała się że tak szybko ich odnajdzie. Nie musiała nic mówić, oni od razu poprosili ją by usiadła na wyznaczonym miejscu w kręgu. Chciała powiedzieć po co przyszła lecz oni już dawno o tym wiedzieli co bardzo ją zdziwiło. Przyjęli ja z otwartymi rękoma.



  Była bardzo szczęśliwa. Miała nadzieje, wierzyło w to że znalazła dla siebie odpowiednie miejsce, ze to już na pewno jest to.  Przez pierwsze dwa tygodnie Oriana chodziła tylko na grupowe spotkania, lecz zaczęła się zastanawiać czy tak już będzie zawsze. Ten dzień miał jej odpowiedzieć na to pytanie.

- Możemy cie tu na chwile prosić – powiedział Richard

- Mamy dla ciebie propozycje – zaczął jeden z członków kręgu.

- Czy zechciałabyś do nas dołączyć ? tak wiemy należysz do nas, ale czy chciałabyś się z nami jednością między innymi podróżować, polować, zabawiać  i takie tam ? Bo jeśli chcesz, to teraz nadeszła twoja jedyna życiowa szansa. Możesz dołączyć lub stać się naszym wrogiem. Decyzja należy do ciebie. Masz trzy dni na przemyślenie.


Ori bardzo chciała do nich dołączyć ale miała wątpliwości co do słów „Możesz dołączyć lub stać się naszym wrogiem” . Nie wiedziała czy ma to znaczyć ze Mark jest ich wrogiem, ale jeśli to prawda to też by się nim stała. Nie miała zamiaru rozmawiać z Markiem ale też nie chciała patrzeć na niego wrogim okiem. To było bardzo podchwytliwe pytanie z którym zwlekała aż do trzeciego dnia. Szczerze mówiąc nie chciała odpowiadać na pytanie. Miała tylko jedną nieodwracalną szansę. Nie mogła by się już wycofać ani wrócić.


 Nadszedł dzień, nadeszła godzina prawdy.


- Jaka jest twoja decyzja Oriano ?Przez długi czas nie odpowiadała.


- Nie trzymaj nas w niecierpliwości. Pamiętaj że musisz się odezwać- mówił Richard dla rozluźnienia atmosfery.

- Chcę do was dołączyć

Wszyscy wstali, zaczęli klaskać, cieszyć się…. Jedyną osobą która nie miała uśmiechu na twarzy była Oriana.

- Dlaczego się nie cieszysz ? – spytał jeden.

- Dużo wrażeń jak na jeden dzień. Chyba za chwilę pójde.

- Za dużo wrażeń ? Poczekaj do jutro uwierz. Wcześniej przychodziłaś tylko na nasze spotkania, teraz będziesz musiała zachowywać się i wyglądać jak my. To już wyższa szkoła jazdy, ale to chyba nie jest dla ciebie jakieś zdziwienie, musiałaś być na to przygotowana.  Ori wracała do domu z głową pełna myśli. 

UWAGA!!

HEJ MAM WAŻNĄ WIADOMOŚĆ...WIEM ŻE BARDZO DŁUGO MNIE NIE BYŁO I NIE PISAŁAM.... PRAWDA JEST TAKA ŻE MUSIAŁAM ODPOCZĄĆ OD MOJEJ KSIĄŻKI MIEDZY INNYMI DLATEGO ŻE ZBRAKŁO MI CZASU..

                INFORMACJA !!!
NIEDŁUGO POJAWI SIĘ NOWY ROZDZIAŁ W KTÓRYM POD WPŁYWEM GŁOSÓW ORIANA DOŁĄCZA DO CIEMNEJ STRONY  :)
MAM NADZIEJE ZE ROZDZIAŁ SIĘ SPODOBA..
JEŚLI SĄ OSOBY KTÓRE NIE CZYTAŁY MOJEJ KSIĄŻKI TO BARDZO ZACHĘCAM I MAM NADZIEJĘ ZE NIE POŻAŁUJECIE 





środa, 28 marca 2012

Rozdział 10


Szła rozmyślając nad Markiem. Myślała sobie
- Mark jest mi bliski…  Nie, jest nikim! … A jednak udręką…. Dać mu jeszcze jedną szansę ? W końcu to tylko jedna osoba z wieli która w ten sposób mnie opuszcza.
Była tak zamyślona, że nie widziała gdzie idzie. Głowę miała cały czas spuszczoną. Szła tak długo, póki nie trafiła na przeszkodę. Uniosła głowę. Znów widziała skórzane kurtki i malowane włosy.
- Jak się tu znaleźliście
- Przechodziliśmy. A ty droga Oriano- mówił podkreślając na o
- co tu robisz? Gdzie twój Romeo ?
- Błagam cię nawet mnie nie drażnij.
- O.. czyżby coś się stało?
Opowiedziała im co się działo. Na koniec Richard dodał
- Czyli najzwyczajniej się olał! U nas nie miałabyś takiego traktowania
- Tak . Jest okropny! Nie wiem jak mogłam się tak dać nabrać. Nie chcę się z nim widzieć.
- A co byś zrobiła gdyby to wszystko słyszał?
- To nie ma żadnego sensu  bo go tu nie …. Zaraz .. On tu jest ?.. Odpowiedz!!
- Odwróć się
Około trzy metry dalej na kamieniu siedział Mark. Miał taką minę jakby ktoś miał wydrzeć mu serce. Po chwili odszedł w głąb lasu ..  Oriana nie zamierzała czekać. Przewróciła oczami i pobiegła za nim. Musiała porozmawiać z nim ten jeden ostatni raz. Nie biegła długo. Nie zwracał na nią uwagi. W końcu stanęła.
- Będziesz całe życie przede mną uciekał?!
Stanął, odwrócił się. Miał zamknięte oczy zupełnie tak jakby nie chciał na nią patrzeć.
- Może.. Nawet jeśli… To co ci do tego ? Nie dałaś mi się nawet wytłumaczyć. Tak się nie postępuje.
- Tak się nie postępuje?! A ty ??! Okłamałeś mnie!
- Nie okłamałem – odpowiedział pewnym głosem.
- W takim razie słucham. Co masz na swoje usprawiedliwienie.
- Powiem ci. Bądź tu dziś wieczorem.
-  Zawsze odkładasz wszystko na później? Uciekasz od problemów. Nie dam się drugi raz wykołować .
- W takim razie usiądź zaraz wszystko Ci powiem.
Usiedli naprzeciwko siebie. Zaczął jej mówić, że było już dosyć późno, Kiedy wpadł na pomysł.  Chciał by wstąpiła do świata nieśmiertelnych
- Byśmy mogli być razem- powiedział wolno ściszonym głosem spuszczając głowę
Oczy Oriany napełniły się łzami żadne słowo nie mogło przejść jej przez gardło.
- Taa.. wiem może i żałosne ale tak właśnie jest- Wstał i poszedł.
Ori złapała go za rękę i razem poszli na spacer. Trafili na łąkę. Było wietrznie i zimno ale nie zwracali na to uwagi. Cieszyli się sobą nawzajem, przytulali mimo to Orianie wciąż czegoś brakowało.
- Kocham cię – szepnął jej do ucha kiedy siedzieli na przewróconym drzewie a wiatr powiewał im włosy. Na twarzy Oriany pojawiła się szczerość i jeszcze wieksza radość. Już niczego jej nie brakowało w tym momencie.

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 9


Było już dosyć późno kiedy Oriana weszła w próg domu.  Wbiegając do kuchni poślizgnęła się na podłodze. Wstając zauważyła na  stole ułożone sztućce, jednak jej uwagę przykuł zapach dochodzący z kuchenki. W garnku było ugotowany makaron a obok na patelni świeżo zrobiony sos do spaghetti.
- Ufff.. na szczęście się nie spóźniłam . – wzdychając
Około 4 minut później przyszła jej matka.  Była wyjątkowo miła.
Po zjedzeniu Oriana poszła na górę gdzie czytała książkę tak długo aż rodzice zasnęli. Wymknęła się przez okno gdyż nie mogła znaleźć kluczy do drzwi. Z uśmiechem biegła nad jezioro. Była już na ostatnim zakręcie miała nadzieje że kiedy za niego wyjdzie na swojej drodze ujrzy Marka. Zawiodła się, nie było go. Osiadła nakładce i czekała. Czekała , czekała, czekała ale się nie zjawił. Pomyślała:
-Pewnie znów zrobiłam coś nie tak – łzy zaczęły napływać jej do oczu
- A przecież się starałam. Dlaczego on nie przyszedł? Tak bardzo mi na nim zależy.
Nie mogła znieść smutku. Postanowiła iść przed siebie tak długo aż opadnie z sił. Nie trwało to zbyt długo. Szła za zaledwie 3 godziny. Usiadła przy wielkim przekrzywionym drzewie z którego co jakiś czas odpadał kawałek kory.  Zasnęła z nadzieją, że już nie będzie musiała więcej się budzić. Ranem wróciła do domu. Nikogo nie było. Wsadziła ręce w ogień. Nie zależało jej na życiu skoro nie mogła go dzielić z kimś innym. Był to dla niej wielki cios prosto w serce które coraz mocniej nagrzewało. Znajomi, między innymi Lilly i Grace siedziały przy niej próbując wmówić że to je nic nie da, że to niej jest je warte. Nie słuchała. Co jakiś czas chciały wyjąć jej ręce z pod ognia, jednak wtedy zaczynała na nie krzyczeć . Kiedy przysnęła Thomas wziął ją na ręce i położył na kanapie. Owinęli jej ręce bandażem a wcześniej wsadzili pod wodę. Siedzieli przy niej całą noc. Rankiem do przyjaciół doszła jeszcze jedna osoba. Mark. Ze zmartwioną minął podbiegł do Łóżka.
- Co jej się stało ?
- Nic. Idź z stąd później z nią porozmawiasz. Na razie daj jej odpocząć. – Powiedział Bill.
Mark zrozumiał i wyszedł. Nie wiedział jaki jest temu powód i co tak naprawdę się wydarzyło tej nocy. Wolał na razie nie zawracać sobie tym głowy, miał ważniejsze rzeczy do roboty.
Ori obudziła się wczesnym rankiem. Była dosyć blada, zresztą jak zawsze, lecz tym razem towarzyszył jej smutek.
- Co wy tu jeszcze robicie i jak ja się znalazłam na kanapie?
- Ja cie tu zaniosłem.
- Byliśmy przy tobie całą noc- wtrąciła się Lilly.
- Mark tu był parę godzin temu.
- Czego on tu chciał? - zdziwiła się.
- Chciał z tobą porozmawiać, ale nie chcieliśmy cię budzić. Wyglądał na zmartwionego.
- Zmartwiony ? on ?! Umówiliśmy się wczoraj a on się nie zjawił. Wystawił mnie zreszta jak wszyscy! .
- To nie prawda. Nie osądzaj go. On taki mnie jest. Porozmawiaj z nim j dowiedz się jaki był prawdziwy powód jego nieobecności.
- Dobrze porozmawiam z nim kiedy nadejdzie odpowiedni moment.
Przyjaciele wyszli . Oriana została sama jak palec. Nie wiedziała czym się zająć. Wyszła przed dom i szła w kierunku lasu. Las to było jedno z dwóch miejsc w którym czuła się bezpieczna, wolna. 

sobota, 17 marca 2012

Rozdział 8

- Kim oni byli ? 
- Wydaje mi się że nie powinnaś na razie wiedzieć.
- Dlaczego ?
- Po prostu .
- No dobrze.
- A tak w ogóle to co tu robisz ?
- Często tu chodzę pomyśleć czy coś.
- Aha. No dobra nie będę męczyć cię moimi pytaniami
- Nie meczysz . Idziesz ze mną ?
- Gdzie ? Oj znów pytanie.
Uśmiechnął się. - W głąb lasu.
- Nie mogę. Musze odprowadzić szczeniaka i zrobić obiad.
- Z tego co wiem to Lilly się nim zajęła – Powiedział z przekonaniem.
- Skoro tak to z chęcią z tobą pójdę. – Mówiła łapiąc go równocześnie za rękę.
- A tak przy okazji skoro mówiłaś o szczeniaku to jest twój czy może nie ?
- Szukam dla niego domu. Znasz może kogoś ?
- Znam. Po drodze zajdziemy do niej i oddamy zgoda ?
- Tak! Bardzo się cieszę
Wolnym krokiem zbliżali się do miejsca gdzie mieli zostawić szczeniaka. Wokoło nikogo nie było. Oriana nie była do końca przekonana czy powinna go tu zostawiać, mimo to zdecydowała się przywiązać szczeniaka. Po chwili zza drzew wyszła niemalże przezroczysta istota. Miała na sobie długą jasno zieloną sukienkę, blond włosy. Chwyciła psiaka w swoje delikatne ręce, po czym odwróciła się i odeszła. Oriana nawet n ie chciała pytać o co z tym chodzi kim ona jest i co zrobi z Kropką. Mimo że byli już bardzo daleko od tego miejsca i nie było go już widać, dziewczyna co chwilę się odwracała z myślą że piesek może jeszcze wróci.
- Spokojnie jest w dobrych rękach- zapewniał ją Mark
- Ufam ci – spojrzawszy na jego brązowe oczy. Była w nie bardzo wpatrzona. Odwróciła jednak wzrok. Uważała że to było bardzo niestosowne. On najwyraźniej twierdził inaczej , gdyż złapał ją za policzek, odwrócił w jego stronę. Patrzyli sobie w oczy. Powoli ich wargi zaczęły się stykać. Było to delikatne tyknięcie się ust znaczące bardzo dużo dla nich obu. Ten wzruszający moment przerwał im uciekający czas.
- O rany ! powinnam być już w domu. Moja ymm ychhh.. Po prostu musze już biec.
Mark nie chciał w ten sposób zakończyć spotkania.
- Ale jeszcze się spotkamy tak?
- Oczywiście przyjdę tak jak wczoraj. – Odbiegła

środa, 14 marca 2012

Rozdział 7



- Achhh! Zdążę Dzięki przyjaciołom skończyła wczesnym popołudniem.
jeszcze pójść do Kropki! - krzyczała , śmiała  się i skakała mimo że była już bardzo zmęczona.
Szła bardzo wolnym krokiem Mając nadzieję, ze nikt jej nie zauważy.
Kiedy była już na miejscu:
- Kropka! – wołała uśmiechnięta
- Kropka! …..  – Kropka ?   ..   – Kropciu ! Gdzie ty jesteś !
W tym momencie usłyszała cichutki piski, zbliżające się z każdą sekundą. Wybiegła z pomieszczenia. Z daleka widziała małe bezbronne zwierzątko uciekające przed chmurą dymu
- O mój boże ! to Kropka! Kropciu uciekaj! Chwila co to jest?!
Wystraszone zwierzę wskoczyło je na ręce, tymczasem Oriana stała jak wryta. Strach ją sparaliżował . Nie mogła drgnąć, wykrztusić ani słowa. Powoli dym zaczął się oddalać , a zza niego wyszło około 9 ludzi. Każdy z nich był ubrany na czarno. Mieli przeróżne fryzury w kolorach czarny ,czerwony . Wyglądali dosyć strasznie. Mieli skurzane kurtki, poszerzane spodnie, na szyi rękach, przy spodniach, kolczyki w uszach wardze. PO za tym mieli mocne makijaże. Krótko mówiąc upiory.
- Kim jesteś ? – spytała jedna stojąca najbliżej . Oriana nie odpowiedziała
- No pytam się! – krzyknęła
- Jaa.. Oriana
- No i bardzo fajnie. Co tu robisz ?
-  Przyszłam po pieska
- To chuchro ? Właśnie je goniliśmy.
- Wiem widziałam. Jesteście bardzo szybcy. Chciałabym taka być jak wy. Nie macie problemów i takie tam.
- Zawsze możesz stać się jedną z nas- Powiedział przekonującym głosem chłopak. Wszystko wskazywało na to że ma około 16-17 lat.
- Ona do was nie dołączy – odpowiedziała poważnym głosem osoba stojąca za Orianą.
Okazał się nim Mark
- Mark! Co ty tu robisz ?
- Chciałem spytam o to samo.
- Mark.    – Powiedział z powagą chłopak stojący po drugiej stronie.
- Richard – odpowiedział tak samo.
- To wy się znacie ? – spytała trochę zakłopotana Oriana
Nastało milczenie.
- I co nie odpowiesz panience Mark ?  - zaśmiał się Richard
- Może innym razem. A teraz chodź Oriano- powiedział obejmując ja ramieniem i prowadząc w drugim kierunku.




Ciąg dalszy nastąpi  ;)




niedziela, 11 marca 2012

Rozdział 6


W domu była nad ranem. Na szczęście rodzice jeszcze spali. Była wykończona, marzyła by móc jak najszybciej się położyć. Zdejmując stary sweter usłyszała trzaskanie drewna. Na palcach weszła do salonu. W kominku zwolna gasł ogień. Przypomniała sobie słowa
- „ Ogień, Coś niesamowitego prawda? Ciężko jest się od niego odpędzić. Tylko on może nas zniszczyć. Tak wiem też na początku się dziwiłem ale tak to jest. Coś czego pragniemy, zabija nas ’’.
Lecz w tym momencie jej nogi zrobiły się lekkie. Z wolna zaczęła się zbliżać. Wsadziła rękę w ogień i trzymała przez dłuższy czas
- Przecież to mi nic nie robi! – krzyknęła. Ale to co miało nastąpiło w tej chwili
- Ała ! to parzy ! Nie mogę wyciągnąć ręki! Czym kolwiek jesteś zostaw mnie !
Ból się wzmacniał ..
- Oriano czy to ty ? – spytała matka schodząc po schodach
Oriana zaczęła gwałtownie wymachiwać ręką, a siła która ją przyciągała zaczęła słabnąć. W ostatnim momencie udało jej się podnieść z ziemi.
- Co ty wyprawiasz czemu nie śpisz i nie jesteś przebrana ?! słucham masz na to wytłumaczenie ?!
- Booo… ja już wstałam
- Skoro tak to zrobisz śniadanie . Ma być gotowe na godzinę 7.30 zrozumiałaś ?
- Tak zrozumiałam – odpowiedziało mało słyszalnym głosem
Kiedy matka poszła do sypialni,  dziewczyna pobiegła do kuchni i wsadziła rękę do zimnej wody. Dłoń była z lekka oparzona. Zrobiła sobie zimny okład i zabandażowała.
Mimo bólu musiała zrobić śniadanie. Zastanawiała się czy Mark to widział. Zaczęła przypominać sobie cały wczorajszy dzień.
- Kropka! Mam nadzieję że nie uciekła.. Pójdę do niej po śniadaniu ..
Rodzice zeszli na dół o godzinie 7:35
- Oriano posprzątasz dziś dom, pójdziesz na zakupy, przy okazji chciałabym żebyś zaszła do sąsiada i zaniosła mu leki o które prosił. Kiedy skończysz pójdziesz do pani Eukacji pomagać w rozpakowywaniu kartonów wrócisz późnym popołudniem akurat wrócę ja. Do tego czasu zrób jakiś porządny posiłek. Jak będę już w domu odgrzeję jedzenie a ty w tym czasie wyłożysz sztućce. Czy jest to dla Ciebie jasne? Jeżeli czegoś byś zapomniała na blacie leży karteczka. Tam masz wszystko napisane.
Oriana była załamana. Uczucia trzymała w duszy, nie chciała wyjawiać ich przed rodzicami. Bała się ich reakcji.
- Tylko o niczym nie zapomnij – dodała
- Dobrze. Postaram się. – Po czym poszła na górę.
- I jak ja mam teraz się z tego wymigać. Jak wyjdą to pobiegnę szybko do psiaka. A jak już zasnął to pobiegnę do Marka. Jejciu już nie mogę się doczekać!.. Ale chyba będę musiała się zdrzemnąć .. – Powiedziała kładąc się na łóżku i mrużąc oczy.
- Oriano masz zacząć od zaraz !
- Odpoczynek musze odłożyć na później- Pomyślała wzdychając .
Prawie 20 minut zajęło jej wytarcie kurzy z jednego pokoju. Wchodząc do salonu zauważyła małe ściereczki wycierające kurze. Od razu wiedziała ze to musi być Thomas, Bill Lilly i Grace.  
- Witajcie – powiedziała pełna emocji
- Jest z wami Mark ?
- Nie ma, ale czeka na Ciebie
- Ouuuu jaki on uraczy.. To znaczy fajnie możecie mu powiedzieć że będę o północy w tym samym miejscu co wczoraj. A i  dziękuje  że mi pomagacie.
- No wiesz my zawsze z Tobą. Trzeba się wspierać .


piątek, 2 marca 2012

Rozdział 5


Płynęli coraz głębiej w czarną dziurę. Nie widać było dna.  Po 2 minutach znaleźli się na dnie. Leżało tam pare dużych kamieni, parę desek i beczka obrośnięta roślinami. Kto by się spodziewał że wchodząc kolejno do beczki znajdą siew innym świecie. Nie mogła złapać powietrza. Nie wiedziała czy ma się cieszyć.  Szli po czarnej ziemi nad którą unosiła się lekka mgła. Z obu stron rosły gęsto drzewa.
- Gdzie idziemy?
- Bądź cierpliwa. Już niedługo się dowiesz.
Było bardzo cicho. Słychać było jedynie jak wiatr gra na gałęziach drzew. Weszli na polane. Stanęli w wyciętym kręgu. Były tam kolejne drzwi, tym razem były to zwykłe drzwi . Leżały na ziemi . Otworzył je. Nic nie było widać unosił się tylko biały puch.
- Skacz.
- Co proszę?
- No skacz
- Nie ma mowy nie zmusisz mnie. Tam może nie być dna i co wtedy?
- Po prostu mi zaufaj – po czym z lekka się uśmiechnął.
Złapała się ramy drzwi, zamknęła oczy. Puściła się.  Zaczęła krzyczeć . Nic nie widziała. Upadła na miękką zlepioną piankę.
Mark! Mark! Gdzie ty jesteś ?!
Z pod puchu wychyliła się dłoń, chwyciła dziewczynę i pociągnęła do siebie.
Oriana była już w objęciach Marka. 
 - To jest nasz własny świat. Nieśmiertelnych. Należysz do nas. Nieśmiertelnym nie można się urodzić tylko stać. Jest nas coraz więcej. Ludzie wiedzą że istniejemy. Boją się nas. Na pewno znasz  zabawę w wywoływanie duchów. Dzieci biorą świeczki zapalają je i w ten sposób przywołują nas.
- Ogień – powiedziała szeptem
-  Coś niesamowitego prawda? Ciężko jest się od niego odpędzić. Tylko on może nas zniszczyć. Tak wiem też na początku się dziwiłem ale tak to jest. Coś od czego nie można się odpędzić , zabija nas.
- No dobrze ale jaki związek mam z tym ja ?
- Ty?
- Tego nie wiem. W twoim życiu musiało stać się coś takiego co doprowadziło do tego że stałaś się nieśmiertelna.
- A u cb co takiego się stało?
Chłopak nie odpowiedział. Smucił wzrok i poprowadził ją dalej. Zapoznał ją z Thomasem , Billem.
- A to jest ..
- Wiem. To Lilly i Grace.
- Skąd je znasz?
- Spotkałyśmy się już wcześniej. Znalazłam jej młodszą siostrę jak twierdzi.
- Tak to bardzo prawdopodobne.
- Miło mi cię znów widzieć Oriano- Powiedział uprzejmie Lilly
- Mi również. Ale powiedzcie mi dlaczego się z tym ukrywacie.
-Gdyby ludzie się dowiedzieli o naszym świecie…. Zabili  by nas – Sean wbił wzrok w ziemie.
- Dlaczego?
- Ludzie uważają nas za szkodniki które wkroczyły na ich teren. My nic złego nie robimy a jednak.
- No dobrze nie będę pytała o nic więcej na razie. Może mnie ktoś zaprowadzić z powrotem do świata ludzi bo nie wiem jak to określić.
- Oczywiście. – Mark odprowadził ją do końca kładki. Usiedli na chwilę.
- O czym myślisz? – spytała
- O tym…. Co jeszcze mógłbym ci powiedzieć. – spojrzał jej prosto w oczy
- Masz piękne oczy. Rozświetlają twoją twarz… Przepraszam  może nie powinienem tego mówić
- Nie szkodzi. Przyjemnie jest czasem usłyszeć coś miłego. Pojdę już chce zajrzeć jeszcze do szczeniaka. Miło mi się z tobą rozmawiało. Mam nadzieję że niedługo się spotkamy . – Wstała i odeszła

Rozdział 4


Budziła się dosyć późno. Zbiegła na dół . Rodzice siedzieli na kanapie z psem przywiązanym do stołu. Nie zdążyła zawrócić, rodzice już ją zauważyli.
- Co to ma być się pytam ?! – krzyknęła matka
- To jest szczeniak. Ja.. bo .. on .. on był sam , kręcił się koło sklepu, jest taki biedny. Jaaa.. go zabrałam i trzymałam w kartonie.. Proszę was nie krzyczcie ..
- Nie krzyczeć ?! ja ci zaraz dam nie… - w tym momencie złapał za pas chciał ją uderzyć ale matka powiedziała.
- Za chwilę pójdziesz z ojcem do lasu , przywiążecie go do jakiegoś drzewa i wrócicie akurat na obiad.
- Ale on jest taki biedny . Naprawdę nie możemy go zatrzymać dopóki nie będzie duży . Albo oddać go komuś. Błagam was. Nie wińcie tego psiaka.
Jednak matka już zadecydowała. Oriana szybko się przebrała i poszła z ojcem. W czasie drogi nie odezwała się ani razu. Myślała :
- Czym ja zawiniłam ? Prze ze mnie cierpią inni. To tak boli.
Byli w samym środku lasu. Kazał przywiązać psa do starego drzewa bardzo mono. Robiła to z łzami w oczach. Nie mogła sobie tego wybaczyć. W drodze powrotnej słuchała jak ojciec mówił jej jak bardzo będzie żałowała jeżeli znów przyniesie coś do domu.
Na stole stało już jedzenie. W czasie obiadu mówione było o córce. O tym jaka jest bezużyteczna , leniwa, płochliwa, niezdarna itd. .. W pewnym momencie nie wytrzymała. Zaczęła gorzko szlochać, pobiegła na górę, wyciągnęła żyletkę i powoli zaczęła robić delikatne rysy na ręce.
- Co Ci to da ? – usłyszała, nie chciała jednak przerywać.
- Uspokój się. To normalne że czasem jest Ci źle. Ale to nie powód by się okaleczać. Nie czujesz ulgi a i tak nie umrzesz. Dziś o północy przyjdź nad jezioro. Myślę, że powinnaś poznać prawdę.
Nie wiedziała co ma na myśli. Do północy było jeszcze sporo czasu. Musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie.
Wyszła z domu. Szła powoli myśląc tylko o jednym.
- Co to będzie? Kolejne rozczarowanie ? Doprowadzenie do łez ?
Nie zauważyła nawet jak szybko znalazła się w lesie. Przypomniała sobie o szczeniaku. Dużo czasu zajęło jej zanim odnalazła drogę którą szła z rodzicem. Urywkami słyszała jak piszczy, co coraz bardziej ją do niego zbliżało. Zaczęła biec w jego kierunku. Sznurek był mocno zawiązany, nie mogła go rozwiązać. Ocierała sznur o pień drzewa tak długo aż się przerwał. Na jej szczęście nie był zbyt gruby. Wzięła go na ręce. Wiedziała że nie może zabrać go do domu bo znów mogą go zauważyć. Kawałek od lasu mieścił się domu który już od paru lat nie był zamieszkany. Ludzie omijali go z daleka , a wręcz się go bali. Postanowiła odważyć się i zostawić go tam. Kiedy wróciła do domu zastała babcię.


Rodzice opowiadali jej jak to Oriana przyniosła kundla do domu. Babcia miała jednak miękkie serce, mimo to nie mówiła jak bardzo jest jej przykro. Kiedy wychodziła rodzice Oriany zostali w domu a, ona sama wyszła na dwór. Bardzo kochała babcię i chciała koniecznie się z nią pożegnać. Była ona jedyną osobą której ufała nie licząc Przytulanki. Babcia powiedziała jej o tym jak bardzo jej przykro z powodu pieska. Na co odpowiedziała że ukrywa go w niezamieszkałym  domu. Babka dała jej 50 zł na karmę.
Oriana aż się wzruszyła. Niespodziewana się tego nawet po swojej babci. Kiedy samochód odjechał, Oriana pobiegła do sklepu. Kasjerka była zaskoczona. Wiedziała że matka wysyła czasem córkę po różne rzeczy do sklepu ale nie wiedziała ze mają psa. Po powrocie do domu zaczęła szukać po  strychu latarki a kiedy zapadła noc wymknęła się z nią kartonem z kocem  i woreczkiem karmy. Suczka była przeszczęśliwa. Postanowiła nazwać ją kropka z powodu małej białek kropki na przedniej łapie. Nie wiedziała która jest godzina dlatego rozerwała karton, wyścieliła kocykiem, położyła trochę karmy i  wybiegła. Stanęła naprzeciwko jeziora. Na kładce stała postać. 
- Kim jesteś?
- Nazywam się Mark Oriano
- A skąd wiesz jak ja mam na imię ?!
- Często cię odwiedzam, chodź mnie nie widzisz.
-Nic z tego nie rozumiem. Chcesz mnie wystraszyć ?! To nie jest śmieszne! Jak to jest możliwe że słyszę te dziwne dźwięki?! Masz mi natychmiast powiedzieć!
- Chodź ze mną. Powiem ci wszystko po kolei.
Chwycił ją za rękę, następnie razem wskoczyli do jeziora.
Ciąg dalszy nastąpi ;)

piątek, 10 lutego 2012

Rozdział 3


Wróciła do domu Usiadła przy kominku i myślała.
-Nieśmiertelna? Ja? Jak to możliwe ?! Muszę się jeszcze czegoś o tym dowiedzieć? Chwileczkę jak ona to powiedziała ? ” Zjawiamy się kiedy komuś grozi niebezpieczeństwo ’’. Czy mi groziło niebezpieczeństwo kiedy chciałam utonąć ? Przecież to była moja decyzja. To nie może być nic złego. Ale chwileczkę. To by miało sens. Kiedy ostatnio tam poszłam, nic mi nie groziło i nikt się nie zjawił. Tak to musi być to. Może powinnam znów tak zrobić, albo spróbować czegoś innego ? Ale z drugiej strony miałam dać z tym spokój. Hmm.. ale wtedy nie wiedziałam ze jestem nieśmiertelniczka!.  Teraz muszę się czegoś dowiedzieć. Tak, tak właśnie zrobię.
Długo jeszcze siedziała przy kominku. Czuła się tak jakby żar ją otulał. Wróciła na górę. Kończyła trzeci rozdział książki. Lektura miała tytuł ”Zabłąkana”. Myślała
- Echh.. gdybym ja mogła teleportować się tak jak ona. To by było cudowne. Mogłabym się  stąd uwolnić. Uciec gdziekolwiek, jak najdalej stąd .
- Oriana ! Gdzie ty jesteś ?! Nie umiesz wysiedzieć na miejscu ?! Ciągle się kręcisz!
- Jestem Maaam….- nie dokończyła. Wie że jej mama tego nienawidzi. Woli kiedy zwraca się pani.
- Jesteś wreszcie! Masz mi natychmiast pójść do sklepu po śmietanę i zdejmij z siebie te łachmany!
- Ale ja nie mam innych czystych rzeczy- odpowiedziała ze smutkiem
- Yhhhh! Trudno idź w tym, ale jeżeli ktoś by pytał kogo jesteś córką nie mów im. Nie wasz się pisnąć ani słowa!
Chciała krzyczeć, uciekać bić, wybuchnąć płaczem. Nie mogła znieść, że jej własna matka nie chce się do niej przyznać. To wszystko ją przerastało. Wyszła z domu tak szybko ja to było możliwe. Bała się, że zaraz jej matka wezwie ojca, który za nieposłuszność ją bił. Za każdym razem krzyczała ze strachu. Nigdy ją nie bolało, nie wyrządzało krzywdy. Unikała go jak ognia. Kiedy tylko go widziała, ukrywała się. Często zadawała sobie pytanie.
- Dlaczego na mnie przypadło takie życie? Kiedy wchodziła do sklepu było w mirę cicho, jednak już po chwili zaczęły się szepty między sobą. Kupiła śmietanę i wyszła. Przed sklepem zauważyła szczeniaka. Siedział pod rynną cały zmarznięty i chudy. Oriana nie czekała długo. Wzięła go w objęcia i zabrała ze sobą. Czuła jak cały drży. Już przed wejściem do domu ściągnęła buty. Położyła śmietanę w przedpokoju i pobiegła na górę. Na strychu było pełną kartonów. Wzięła ten który wydawał się jej największy jedną część koca położyła na kartonie , natomiast po wsadzeniu tam szczeniaka przykryła go drugą częścią. Psiak od razu zasnął. Chciała go zanieść do salonu i położyć go koło kominka, ale to było niemożliwe. Rodzice wygnaliby psa razem z nią.
- Oriana gdzie masz tą śmietanę ?! przynieś mi ją tu zaraz!
Psinka po tych krzykach zbudziła się ze snu i zaczęła piszczeć. Oriana szybko do niego podeszła uciszała i głaskała. Po chwili znów zastał go błogi sen. Szybko zeszła na dół, chwyciła śmietanę i poszła do kuchni.
- Ileż można czekać dziewczyno ?!  Otrząśnij się !
Nie odezwała się. Dala śmietanę i poszła. Myślała skąd wziąć jedzenie.
- Hmm.. na razie będę musiała wziąć coś z lodówki potem zacznę pracować.
Nastał wieczór musiała wyjść z psiną.
- Yyy.. ja zaraz wrócę idę na chwile Ne dwór.
- To se idź.
Kiedy się załatwił wrócili do domu. Kiedy matka się Kompała, Oriana poszła wyciągnąć kawałek kiełbasy i wędliny z lodówki. Szczenię jadło z takim zapałem jakby już od dawna nie miało niczego w pysku. Możliwe że tak było. Nie wiedziała. Po zjedzeniu nadszedł czas na odpoczynek siedziała jeszcze chwilę przy nim. Była śpiąca więc również się położyła. Zamknęła oczy. Usłyszała trzask tupanie skomlenie i jakby coś próbowało wdrapać się na łóżko. Przed jej oczami ukazał się szczeniak. Był za mały by mógł wspiąć się na łóżko. Chwyciła go i położyła koło siebie i przykryła kołdrą. Zasnęli równocześnie.


środa, 8 lutego 2012

Rozdział 2


Następnego dnia obudziła się bardzo wcześnie. Zastanawiała się kim był chłopak którego widziała tej nocy. Chciała dokończyć to co zaczęła. Bała się go, lecz chciała zobaczyć jeszcze raz. Zeszła na dół do kuchni. Czekali już tam jej rodzice.
- Gdzie się włóczyłaś ?  - spytała matka
- Jaa.. nigdzie
- Śmiesz kłamać ?! Ślady na podłodze wskazują na  to że nie było Cię tej nocy.
Oriana poszła do przedpokoju. Rzeczywiście były tam brudne ślady stóp.
Kurczę. Jak mogła to pominąć. – pomyślała
- Tak wyszłam na chwilę się przewietrzyć. Nie zauważyłam, że wnosze błoto. Zaraz to wytrę.
- I z tymi brudnymi nogami spałaś! Mogę dać sobie głowę uciąć, że cała pościel jest czarna.
- Nie wiem, wypiorę jeśli będzie. Za chwilkę wszystko zrobię. Mogę najpierw zjeść śniadanie?
- Nie zrób co trzeba. Później zjesz.
Oriana była głodna, ale bała się rodziców, dlatego wysłuchała przekazu. Ścierała bród z podłogi. Gdziekolwiek spojrzała, przed oczami miała twarz chłopaka. Kiedy skończyła pracę, poszła na górę się położyć. Leżąc usłyszała szepty
- Jezioro nocą jest piękne, chodź woda lodowata. Twój miś. Zostawiłaś go. On poszedł z Tobą w toń, a ty go zostawiłaś.
Po tych słowach wyciągnęła rękę do tyłu. Tam właśnie odłożyła pluszaka. Trącała ręką po poduszce. Odwróciła gwałtownie głowę. Przytulanki nie było. Szukała jej po całym strychu.
- Jak to możliwe?! Nigdzie go nie wynosiłam! – mówiła do siebie.
- Mówiłem Ci. Zostawiłaś go. Był sam !
- Przecież nie mógł uciec
- Mógł. On to potrafi jak my nieśmiertelni.
- Nieśmiertelni ? Co to znaczy ?! Kim ty jesteś ?!
- Kim my jesteśmy.
Po skończonych słowach otworzyło się okno, które wpuściło trochę światła i chłodu na strych.


- Poczekaj. Co z moim przyjacielem ? Proszę powiedz mi gdzie on jest ?
- Oriana, Oriana … Oriana- wzywał głos dochodzący z dołu.
- Gdzie jesteś? Kim jesteś ? -  wołała
Weszła do salonu. Przy rozpalonym kominku leżał miś
Oriana
Spojrzała na misia, jednak jej uwagę bardzo przykuwał ogień. Miała uczucie , jakby ten żar miał ją chronić. Powoli zaczęła się zbliżać. Delikatnie  przejeżdżała dłońmi po grzbietach płomieni. Nie parzył, gładził jej ręce.
- Oriana..
Znów spojrzała na  misia. Zobaczyła rozpruty brzuszek a policzki były przesiąknięte.
- To prze ze mnie ? Czy to naprawdę przeze mnie ?! Mój miś teraz cierpi ! Chcę cierpieć razem z Tobą !
-On nie chce żebyś cierpiała. Chce być o niego dbała.
- Będę obiecuję. Ale… Jeżeli możesz to… Pokaż się.
Nikt już nie odpowiedział. Siedziała jeszcze bardzo długo przy piecu. Przez kolejne dwie godziny czytała książkę którą znalazła  i  zaszywała maskotce brzuszek, tak aby wyglądał jak wcześniej. Myśl o chłopcu nie dawała jej jednak spokoju. Postanowiła że tej nocy znów się wymknie. Chciała koniecznie go zobaczyć. I tak też zrobiła. Około godziny drugiej w nocy wyszła na dwór. Nie było śniegu mimo że panowała zima. Tym razem zabrała ze sobą ręcznik. Biegła szybko. Bardzo się jej spieszyło. Nie zważając na zimno wody wskoczyła. Wypatrywała ale nikt się nie zjawił. Zaczęła wołać
- Ej ty! Wiem że tu jesteś ! wyjdź i się pokaż ! Chcę porozmawiać!
Nikogo nie było. Otaczała ją cisza. Po wyjściu z wody przykryła się ręcznikiem i wróciła do domu. Tym razem wytarła ślady. Tej nocy miała inny temat ale tak samo ekscytujący jak poprzedni.
- Dlaczego się nie zjawił? Może mnie nie słyszał ? Nie będę przątać sobie tym głowy. Wrócę do mojego życia codziennego i spróbuję zapomnieć o całym tym zdarzeniu. Tak. To rozwiązanie będzie dla mnie najlepsze- i zasnęła 




Następnego dnia wyszła na dwór. Widziała gromadkę bawiących się dzieci. Kawałek dalej pod płotem stała dziewczynka. Miała wyblakłą twarz i popękane usta. Z daleka można było dostrzec że jest rozpaczano. Oriana podeszła do niej
- Dlaczego jesteś tu sama ? Nie chcesz bawić się z dziećmi ?
Dziewczynka pokiwała tylko głową na nie.
- Co się stało ? Możesz mi powiedzieć ja i tak nikomu nie powiem obiecuję.
- Mówią że jestem brzydka. Przezywają mnie – Rozpłakała się
 Oriana ją przytuliła. Nie musisz płakać. Mnie też nikt nie lubi , ale na szczęście mam misia który zawsze mnie wysłucha wiesz ? Ty też powinnaś takiego mieć. Taki miś to przyjaciel od serca.


- Mam misia którego dostałam kiedyś od babci. Babcia już nie żyje. Była bardzo chora.
- Dbaj o swojego misia jak tylko możesz, a sama zobaczysz że się opłaca
Za dzieckiem stanęła dziewczyna.
- Ochhh.. dzięki że znalazłaś moją siostrę
- To twoja siostra? Nie znalazłam jej
- Tak. Właśnie że znalazłaś. Nieśmiertelnych ciężko jest znaleźć.
- Ale jak to ?! ja tego nie rozumiem czy ktoś może mi to w końcu wyjaśnić ?! ty jesteś nieśmiertelniczką ?Co to znaczy ?!
- Tak jesteś nieśmiertelniczką. Moja siostra też. Ty też nią jesteś. Nie zauważyłaś tego? Nikt z Tb nie rozmawia, odpychają Cię. My tak mamy. Żyjemy we własnym świecie. Nieśmiertelnik to osoba która chociażby się starała umrzeć nie może. Jest nas bardzo mało. Ciężko jest nas znaleźć. Zjawiamy się kiedy komuś grozi niebezpieczeństwo. Ludzie uważają nas za legendę. Paru z nich twierdzi że nas widziało. Chcą nas wygnać ze świata.
Nie mogę Ci na razie więcej powiedzieć bo bardzo mi się śpieszy. Może kiedyś jeszcze się spotkamy.
- Poczekaj. Jak masz na imię?
- Lilian, a moja siostra Grace .. Do zobaczenia
- Pa- odpowiedziała cicho, prawie niesłyszalnie.


wtorek, 7 lutego 2012

Rozdział 1


  

   Czuła się niedowartościowana. Czy pragnęła śmierci ? Urodziła się przypadkowo. Rodzice wcale jej nie planowali, nie chcieli, próbowali się pozbyć na wiele sposobów. Wiedziała o tym. Wyczuwała u ludzi niepokój, złość, radość. Z początku wydawało jej się to normalne. Z czasem zrozumiała, że jako jedyna to potrafi. Była wytykana przez innych, naokoło obgadywana. Wyglądem się nie wyróżniała. Jedynym oporem były ubrania które były odpychające. Nie chodziła do szkoły mimo że miała 16 lat. Miała pluszaka.  Znalazła go kiedyś przy śmietniku. Miał naderwaną rączkę i uszko, był trochę brudny. Po umyciu i zaszyciu okazał się być ładniejszy niż z początku. Wierzyła że ma uczucia. Trzymała go pod łóżkiem. Nikt do niej nie zaglądał, gdyż mieszkała na strychu, mimo to musiała go ukrywać. Nie wolno jej było mieć nawet kawałeczka kartki, długopisu, a nawet gałązki a co dopiero misia. Tylko z nim rozmawiała. Wiedziała że może mu się wyżalić, a on wysłucha. Miała w nim wsparcie jak w nikim. Była noc. Wymknęła się z domu. Nikt właściwie nie zwracał by na to uwagi. Pobiegła nad jezioro. Stanęła boso w przewiewnej koszuli na krawędzi mostku. Była cała roztrzęsiona, pewna swego celu. W ręku trzymała misia. Przytuliła go bardzo mocno. Serce pękało jej z bólu.
- Chcesz zostać ze mną aż d końca kochany misiaczku ? Czy wolisz zostać z ludźmi którzy targają Tobą i mną ?
Spojrzała na misia szklanymi oczami. Patrzyła na niego tak otwarcie, jakby wtopiła oczy w jego duszę i w ten sposób miała otrzymać odpowiedź.
Odwróciła się i stanęła na końcu kładki. Pluszaka trzymała na sercu. Wzięła rozpęd i wskoczyła do jezioro. Chciała utonąć w ciszy, ciemności. Nie wiedziała jak wygląda śmierć. Czuła że tonie. Otworzyła oczy. Chciała widzieć ostatnie chwile swojego życia. Ku swojemu zdziwieniu wcale nie tonęła ! Unosiła się na wodzie. Obróciła się na brzuch, wstrzymała oddech i wsadziła głowę pod wodę. Po chwili jej ciało zaczęło  się obracać na plecy. Jej twarz znów była na powierzchni. Nie rozumiała tego. Cały czas nie oddychała a mimo to żyła. Powoli zaczęła odpychać się rękami tak delikatnie jak motyl trzepoce skrzydełkami. Chwila myślenia trwała dla niej wieczność. Poczuła, że woda zaczęła się poruczać. Zanim zdążyła odwrócić głowę koło niej tak samo jak ona unosił się na wodzie chłopak. Oriana krzyczała. Zaczęła płynąć tak szybko w stronę brzegu jak tylko mogła. Na brzegu zdała sobie sprawę że nie ma misia. Zaczęła gwałtownie obracać głową w jego poszukiwaniu. Spojrzała w dal jeziora. Był na samym środku. Rozglądała się jeszcze chwilę, ale nikogo już nie było. Powoli zaczęła obsuwać się do wody i płynąć w jego stronę. Była już bardzo zmęczona. Lodowata woda ani trochę jej nie rozbudziła. Chwyciła misia. Był suchuteńki! Nad jej głową unosiła się mgła. Wiatr zaczął szumieć. Była zaniepokojona. Po wyjściu z wody minęło parę minut kiedy znalazła się w domu. Od razu położyła się do łóżka. Tej nocy trzymała misia na poduszce.



Krótki wstęp




Początek zaczyna się od końca. Oriana  czuła, że różni się od innych. Doznawała uczuć których inni nie odczuwali.
Chciała jak najszybciej pozbyć sie życia .
A jednak coś albo ktoś doprowadził do tego że poczuła słodki smak życia 

Okładka