W domu była nad ranem.
Na szczęście rodzice jeszcze spali. Była wykończona, marzyła by móc jak
najszybciej się położyć. Zdejmując stary sweter usłyszała trzaskanie drewna. Na
palcach weszła do salonu. W kominku zwolna gasł ogień. Przypomniała sobie słowa
- „ Ogień, Coś
niesamowitego prawda? Ciężko jest się od niego odpędzić. Tylko on może nas
zniszczyć. Tak wiem też na początku się dziwiłem ale tak to jest. Coś czego
pragniemy, zabija nas ’’.
Lecz w tym momencie jej
nogi zrobiły się lekkie. Z wolna zaczęła się zbliżać. Wsadziła rękę w ogień i
trzymała przez dłuższy czas
- Przecież to mi nic nie
robi! – krzyknęła. Ale to co miało nastąpiło w tej chwili
- Ała ! to parzy ! Nie
mogę wyciągnąć ręki! Czym kolwiek jesteś zostaw mnie !
Ból się wzmacniał ..
- Oriano czy to ty ? –
spytała matka schodząc po schodach
Oriana zaczęła
gwałtownie wymachiwać ręką, a siła która ją przyciągała zaczęła słabnąć. W
ostatnim momencie udało jej się podnieść z ziemi.
- Co ty wyprawiasz czemu
nie śpisz i nie jesteś przebrana ?! słucham masz na to wytłumaczenie ?!
- Booo… ja już wstałam
- Skoro tak to zrobisz
śniadanie . Ma być gotowe na godzinę 7.30 zrozumiałaś ?
- Tak zrozumiałam –
odpowiedziało mało słyszalnym głosem
Kiedy matka poszła do
sypialni, dziewczyna pobiegła do kuchni
i wsadziła rękę do zimnej wody. Dłoń była z lekka oparzona. Zrobiła sobie zimny
okład i zabandażowała.
Mimo bólu musiała zrobić
śniadanie. Zastanawiała się czy Mark to widział. Zaczęła przypominać sobie cały
wczorajszy dzień.
- Kropka! Mam nadzieję
że nie uciekła.. Pójdę do niej po śniadaniu ..
Rodzice zeszli na dół o
godzinie 7:35
- Oriano posprzątasz
dziś dom, pójdziesz na zakupy, przy okazji chciałabym żebyś zaszła do sąsiada i
zaniosła mu leki o które prosił. Kiedy skończysz pójdziesz do pani Eukacji
pomagać w rozpakowywaniu kartonów wrócisz późnym popołudniem akurat wrócę ja. Do
tego czasu zrób jakiś porządny posiłek. Jak będę już w domu odgrzeję jedzenie a
ty w tym czasie wyłożysz sztućce. Czy jest to dla Ciebie jasne? Jeżeli czegoś
byś zapomniała na blacie leży karteczka. Tam masz wszystko napisane.
Oriana była załamana.
Uczucia trzymała w duszy, nie chciała wyjawiać ich przed rodzicami. Bała się
ich reakcji.
- Tylko o niczym nie
zapomnij – dodała
- Dobrze. Postaram się.
– Po czym poszła na górę.
- I jak ja mam teraz się
z tego wymigać. Jak wyjdą to pobiegnę szybko do psiaka. A jak już zasnął to
pobiegnę do Marka. Jejciu już nie mogę się doczekać!.. Ale chyba będę musiała
się zdrzemnąć .. – Powiedziała kładąc się na łóżku i mrużąc oczy.
- Oriano masz zacząć od
zaraz !
- Odpoczynek musze
odłożyć na później- Pomyślała wzdychając .
Prawie 20 minut zajęło
jej wytarcie kurzy z jednego pokoju. Wchodząc do salonu zauważyła małe
ściereczki wycierające kurze. Od razu wiedziała ze to musi być Thomas, Bill Lilly
i Grace.
- Witajcie – powiedziała
pełna emocji
- Jest z wami Mark ?
- Nie ma, ale czeka na
Ciebie
- Ouuuu jaki on uraczy..
To znaczy fajnie możecie mu powiedzieć że będę o północy w tym samym miejscu co
wczoraj. A i dziękuje że mi pomagacie.
- No wiesz my zawsze z Tobą.
Trzeba się wspierać .
Super ;P
OdpowiedzUsuńDodawaj szybko następną część!
Postaram się dziś dodać ;)
OdpowiedzUsuń